Na ogół, gdy pisarz osiąga sukces, mówi się o jego niebywałym talencie, łucie szczęścia czy nawet darze od Boga. Jessica Knoll stawia sprawę inaczej: Mam talent, ale na sukces musiałam ciężko pracować. Sprawdźmy więc, co musiała zrobić, by jej pierwsza powieść stała się najlepiej sprzedającym się debiutem roku, zyskała nominacje do prestiżowych nagród, a nad jej ekranizacją pracowała Reese Witherspoon.

 

 Zaginiona dziewczyna, Dziewczyna z pociągu, a teraz Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie

– oto najmocniejsze tytuły coraz bardziej popularnego nurtu

DOMESTIC NOIR!

 

Jessica Knoll przeprowadziła się do Nowego Jorku dziesięć lat temu i, podobnie jak tysiące młodych zdolnych ludzi, marzyła o pisaniu książek. Zaczęła tradycyjnie: od staży i asystowania w redakcjach.

Jessica_Knoll_photo

Na studiach miałam zajęcia z pisania scenariuszy, na które bardzo trudno było się dostać. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że chciałabym pisać.

Dzięki znajomościom dostała staż w agencji literackiej, a później posadę asystentki. Poznała tam najważniejsze osoby: przyszłego męża, najlepszą przyjaciółkę i przyszłą agentkę. Ale po kilku miesiącach pracy wiedziała, że musi ruszać dalej, bo chce pisać. I tak narodził się pomysł pracy w czasopiśmie.

Zaczęłam od płatnego stażu w „Parenting”. Zarabiałam grosze, rodzice dopłacali mi do czynszu i nie mogłam sobie pozwolić na kupno biletu miesięcznego. Często, żeby zaoszczędzić na biletach, wracałam do domu pieszo. Staż się skończył, zostałam bez pracy. Trafiłam na zastępstwo do kolejnego czasopisma i szukałam dalej. I wreszcie trafiłam do „Cosmo”. Jako asystentka redakcji pisałam więcej niż kiedykolwiek wcześniej I później. W ciągu dnia wykonywałam typowe prace biurowe, więc siedziałam po nocach i pracowałam nad artykułami, do których próbowałam później przekonać redaktor naczelną. Kiedy zwolniła się posada redaktora, dano mi ją na próbę. Musiałam pisać więcej i w krótszym czasie. Dobrze sobie radziłam. Półtora roku później dostałam kolejny awans. Po jakimś czasie zmieniła się redaktor naczelna, a wraz z nią całe czasopismo. Chciała, żebyśmy wpadali do jej gabinetu i opowiadali o aktualnych, życiowych pomysłach na artykuły. Zjawiałam się tam kilka razy w tygodniu.

Byłam jedną z dwóch redaktorek, których nie zwolniła. I właśnie w tym czasie znalazłam w sobie motywację do napisania książki. Znów bałam się o to, czy będę miała pracę. 

Skontaktowała się ze znajomą agentką i powiedziała, że chce pisać powieść, ale musi mieć wyśrubowane terminy. Co sześć tygodni wysyłała jej kilka rozdziałów. Po drodze zmieniła pracę.

Kiedy pracujesz w redakcji czasopisma w Nowym Jorku, nie musisz przychodzić do biura przed 9.30 czy 10.00. Pisałam rano i przez kilka godzin w weekendy. Wychodziłam na miasto z mężem i znajomymi. Czułam się spełniona. I czułam, że coś musi z tego wyjść.

I tak powstała debiutancka powieść. Bohaterka Najszczęśliwszej dziewczyny na świecie ma wszystko: godną pozazdroszczenia garderobę, świetną pracę i przystojnego [i bogatego!] narzeczonego. I sekret, który niszczy ją od środka.

Moim celem było stworzenie postaci, na którą reagujemy tak, jak na Dona Drapera. Ani nie jest konwencjonalną kobiecą bohaterką powieści. Nie jest przeciętna. Większość kobiet nie będzie w stanie się z nią zidentyfikować. Ale wydaje mi się, że znajdzie się całkiem sporo takich, które zobaczą w niej cząstkę siebie. Tworząc postać Ani, skorzystałam z własnego doświadczenia związanego z zaręczynami i ślubem. Pragnęłam zaręczyn, nie byłam jedną z tych wyluzowanych lasek, którym nie jest potrzebny ślub. I byłam tym faktem rozczarowana. Chciałam tego, by podwyższyć swój status, choć wydawało mi się, że kierują mną wyższe pobudki. A tymczasem wpadłam w pułapkę myślenia, że nie jestem dość ważna, póki nie mam na palcu pierścionka. Okropnie mnie to wkurzyło.

Kiedy się zaręczyłam, dostrzegłam, że ludzie inaczej się wobec mnie zachowują. Wchodziłam do sklepu i sprzedawcy okazywali mi więcej uwagi. Tak jakby pierścionek był dowodem na to, że odniosłam sukces, jestem dojrzała i zbudowałam wspólne życie z partnerem… i przez to należy traktować mnie z szacunkiem. Ale przecież osiągnęłam dokładnie to samo przed zaręczynami! Dlaczego dawałam się wpędzić w taki tok myślenia?

Moja bohaterka też dała się tak zmanipulować: robi wszystko, co jej kazano: jest szczupła, miła, nie sprzeciwia się nikomu. I jest potwornie nieszczęśliwa. Pisząc powieść, chciałam osiągnąć dwie rzeczy: stworzyć porywającą fabułę i powiedzieć coś o współczesnym świecie. W mojej książce mamy i zaskakujący zwrot akcji, i komentarz na temat presji, jakiej są poddawane kobiety.

Kiedy Jessica Knoll skończyła pisać Najszczęśliwszą dziewczynę na świecie, agentka wysłała ją wydawcom. To był piątek. W poniedziałek wydawnictwo Simon & Schuster złożyło dużą ofertę. Agentka uznała, że jest za mała. Wywiązała się wielka aukcja. Nie opowiedziałam wszystkim o umowie na książkę. Zaliczka była duża, ale gdy podzieliło się ją na raty i potrąciło podatki, przestała robić wrażenie.

Knoll_Najszczesliwsza dziewczyna_okladka_druk.indd

Dobrze pracowało mi się wtedy w piśmie „Self”. Nie miałam właściwie żadnych powodów, by z tej pracy zrezygnować. A kiedy wysyłaliśmy mediom próbne wydruki do recenzji, zaczęłam się martwić, że jeśli będę utożsamiana z czasopismem, mniej mediów będzie mną zainteresowanych. Zwolniłam się na sześć miesięcy przed premierą. Do każdego dziennikarza, do którego wysyłaliśmy egzemplarze próbne, napisałam list. Łącznie było ich osiemdziesiąt. Opowiadałam o sobie, swojej pracy w redakcjach, starając się pokazać, jak wiele nas łączy. Dołączaliśmy drobne prezenty, makaroniki, szampana.

Przyjaciółka Jessiki przekazała książkę Reese Witherspoon, która założyła wtedy firmę producencką, kończyła prace nad Zaginioną dziewczyną i Dziką drogą. Szukała projektów z mocnymi postaciami kobiecymi. Przeczytała książkę i się w niej zakochała.

Książka miała się za chwilę ukazać. Moje wydawnictwo uznało ją za swoją najważniejszą książkę sezonu. Sprzedałam prawa filmowe. Mogło się wydawać, że mam wszystko. Ale prawda jest taka, że nie możesz pozwolić, by coś się tak po prostu działo. Musisz się starać.

Teraz Jessica Knoll pracuje nad scenariuszem i nad drugą powieścią. Stara się utrzymać taki rozkład dnia, jaki miałaby, pracując normalnie w biurze. Codziennie wstaję, biorę prysznic, parzę kawę. I piszę. Staram się napisać tysiąc słów. Nie zawsze mi się to udaje, ale zdarzają się takie dni, gdy napiszę dwa razy więcej i nadrobię zaległości. Po południu ćwiczę, zajmuję się papierkami, odpowiadam na maile, kontaktuję się z dziennikarzami.

Ludzie często pytają mnie: Jak to się stało, że napisałaś książkę, która trafiła na listy bestsellerów? Wydaje mi się, że nie chodzi tu już nawet o samą książkę. Nastawiłam się na sukces, zanim zaczęłam ją pisać. Poznawałam odpowiednich ludzi. Widziałam, które powieści osiągają sukces. Prosiłam o pomoc i pytałam o radę. Nie wystarczy podążać za swoimi marzeniami. Żeby je spełnić, musisz się naharować.

Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie była najlepiej sprzedającym się debiutem 2015 roku w Stanach Zjednoczonych. Jest w gronie nominowanych do nagrody imienia Edgara Allana Poe. Ekranizacja powieści ma trafić do kin w 2017 roku.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ