FELIETON: MAŁŻEŃSTWO TO ROLLERCOASTER

Żona to ta kobieta, która kiedyś była dla Ciebie całym światem, kosmosem i galaktyką, do momentu założenia jej obrączki i uznania, że jest na zawsze Twoja.

To ta sama kobieta, z którą chodziłeś na długie spacery i uprawiałeś seks w samochodzie, zanim zaszła w ciążę, otrzymała w darze 20 nadprogramowych kilogramów, przeszła depresję poporodową, a pomiędzy karmieniem i przewijaniem dziecka przygotowywała Ci obiad, kiedy wracałeś zmęczony po pracy do domu, zastanawiając się co takiego robiła przez ostanie 10 godzin, kiedy Ty ciężko pracowałeś. To ta sama kobieta, która wstawała w nocy do waszego dziecka, byś mógł się wyspać. To ta sama kobieta, która podawała Ci lekarstwa, gotowała rosół, kiedy z temperaturą 37 stopni i lekkim katarem mówiłeś, że umierasz. Ta sama, z którą umawiałeś się na romantyczny wieczór, ale wypad na piwo z kolegami powodował, że zmieniałeś plany. To ta sama kobieta, która czekała na Ciebie, martwiła się, płakała po nocach mając świadomość, że nie zostałeś po godzinach w pracy tylko jechałeś do kochanki, a dzieciom mówiła, że harujesz na chleb.

ROLLERCOASTER – ON I ONA

Małżeństwo to pewnego rodzaju najbardziej ekstremalny rollercoaster przyprawiający o zawrót głowy. Konstrukcja z wysokimi wzniesieniami i stromymi spadkami, gwałtownymi zakrętami, powodującymi zmiany napięcia i ekscytacji jak w kalejdoskopie. To swego rodzaju spirala, która niespodziewanie zakręca w nowe doznania, życiowe wątki i nowe patologie, jednocześnie utrzymując nas w przekonaniu, że ten wagonik do którego kiedyś zdecydowaliśmy się wsiąść to musi być po prostu miłość… i nagle po roku, pięciu czy piętnastu lachach zaczynamy rozumieć, że nikt oprócz nas samych nie jest w stanie zasypać kanionów naszych niedowartościowań, nikt z nas nie jest odpowiedzialny za to na co się same świadomie godzimy; składamy z siebie ofiarę, której i tak nigdy nikt nie doceni. Kiedy dochodzimy do wniosku, że żona to nie istota do poświęcania się dla męża (wbrew panującemu stereotypowi) dla dzieci, dla domu… a mąż to nie pępek świata, któremu się należy nasza ofiarność, czysty dom, zadbany ogród, dobrze wychowane i wykształcone dzieci oraz kochanka, która zastąpi nas we wszystkich przyjemnościach, do których z punktu widzenia męża po prostu się nie nadajemy –  składamy wypowiedzenie i zwalniamy się w trybie natychmiastowym bez okresu wypowiedzenia.

I tutaj dochodzę do meritum, bo nagle okazuje się, że rola żony nigdy nie musiała się ograniczać do wyręczania męża, matkowania mu, bezgranicznego oddania i godzenia się na wszystkie jego wyskoki, że tak bardzo wszyscy się pomylili pisząc żonom taki scenariusz, ale przede wszystkim  do uzupełniania się nawzajem  pozostawiając sobie strefę komfortu… bo małżeństwo, rodzina są tylko i wyłącznie tym, co sami z nich czynimy, a żona to kobieta, która pomimo lęku wysokości zdecydowała się wsiąść do wagonika rollercoastera w parku rozrywki zwanym pospolicie… małżeństwem.


Autor: Aleksandra Piliponis-Sołoducha

Właścicielka polskiej marki odzieżowej ARROW, wielbicielka loftowych wnętrz, dobrej kuchni, podróży i mody. Miłośniczka  życia, koneserka codzienności. Pasjonatka zdrowego trybu życia. Rowerowa entuzjastka. 

Zdjęcia: Designed by freepik

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ