RODZINA PATCHWORKOWA/ NIE PRÓBUJCIE TEGO W DOMU

Co drugie małżeństwo rozpada się. Mimo tego nie poddajemy się w szukaniu drugiej połówki. Dzisiaj rozwód to nie koniec świata. Startujemy od nowa z całym bagażem doświadczeń, nastawieni na „i żyli długo i szczęśliwie…”.  Czy patchworkowa rodzina ma szansę na przetrwanie?

Mam na imię Ola. Kiedyś byłam macochą. Często rozmawiam z koleżankami, które tak jak ja przed laty związały się z facetami z dziećmi i stały się tą mało lubianą przez matkę jego dzieci i jej koleżanki. Wszystkie zgodnie mówimy: „gdybyśmy wiedziały, jak to będzie, nigdy byśmy w to nie weszły”. Dziś jestem po drugiej stronie. Po wielu latach przyszło rozstanie i ja jestem „matką jego dzieci”, założyłam drugą rodzinę. Znam zatem obie strony. Kiedyś myślałam, że te strony się różnią. Dziś wiem, że obie są bolesne i trudne dla wszystkich zaangażowanych, wymagają dojrzałości, cierpliwości. Wiem też, że na starcie nigdy nie wiesz, co cię spotka, gdy wiążesz się z kimś „z przeszłością”. Wydaje się, że miłość wszystko zwycięży, a często miłość to za mało, gdy w grę wchodzą dzieci i ich uczucia. Nie jest jednak tak, że sprawa jest z góry przegrana. Z każdym dniem, miesiącem czy rokiem ciężkiej pracy nad relacjami, emocjami, nierzadko ze wsparciem specjalistów, można stworzyć fajne dojrzałe związki i rodziny, mimo że rozbite. Pomimo swoich ułomności są naszymi rodzinami, więc warto. Prawda, Krzysiek?

Tak. Mam na imię Krzysiek i jestem ojczymem. Pamiętam, jak w pracy poszła plotka, że zacząłem się spotykać z kobietą z dzieckiem. Mój ówczesny szef powiedział wtedy: „no, to popatrzmy, jak Krzysiek komplikuje sobie życie”. Śmiałem się wtedy i mówiłem, że wszystko będzie super. I jest super. Poza momentami, kiedy nie jest. Ale generalnie nie jest tak, jak w serialach.


Pilot

Czołówka serialu Patchwork w TVN. Leci ciepła muzyka, taka z ukulele. Kolejno przedstawiani są bohaterowie. Żeby widz się zorientował, kto jest kim i z kim, patchwork zilustrowany jest systemem strzałek łączących ze sobą występujące osoby. Jest sześcioletni chłopiec Staszek. Od niego odchodzą strzałki do: jego taty Tomka, jego mamy Ali i jego brata Antka. Teraz sytuacja się komplikuje. Od mamy odchodzi strzałka nie do taty, tylko do jej chłopaka Krzyśka. Od taty odchodzi strzałka do jego dziewczyny Karoliny. A od brata Antka strzałka idzie do do taty Tomka, ale do innej mamy: Gosi. I jej chłopaka Karola. Wszyscy uśmiechnięci. Robią przerysowane miny, jakoby byli trochę w tej sytuacji zagubieni, ale w finalnym akordzie ukulele wszyscy spotykają się w ciepłym grupowym uścisku

W prawdziwym życiu bardziej adekwatną nazwą dla patchworku jest jednak rozbita rodzina. Patchwork oznacza coś ciekawie eklektycznego. A każdy dzień życia dla rozbitej rodziny to ciężka praca okupiona częstymi łzami, chwilami zwątpienia oraz ciągłymi frustracjami. Nic tu nie działa do końca tak, jak powinno. Dwa domy, dwoje zranionych (mniej lub bardziej) ludzi, nierzadko dwa nowe związki, z nowymi i starymi dziećmi, partnerami, którzy mniej lub bardziej udanie wchodzą w rolę przybranych rodziców, a to wszystko sklejone na ślinę. To jak kolos na glinianych nogach – najmniejszy podmuch może go przewrócić.


Patchwork

Odcinek 1 – Dzień jak co dzień

Ranek. Jesteśmy w domu u Staszka. Jego mama się kąpie, a jej chłopak Krzysiek budzi Staszka słowami: „halo, Stachu, stary brachu, wstajemy, wstajemy”. Panowie przytulają się na powitanie i Krzysiek pyta Staszka, co mu się śniło. Ten odpowiada, że Gwiezdne Wojny, więc Krzysiek mówi, że każdy Jedi musi zacząć ratowanie galaktyki od śniadania. I zaprasza go na naleśniki, które już zrobił wcześniej. Mama wychodzi spod prysznica i dołącza do wesołego śniadania. Krzysiek odwozi Staszka do przedszkola i żegnają się tam ciepłym przytuleniem. Staszka odbiera z przedszkola jego tata. Witają się równie ciepłym uściskiem. Idą razem na lody. Tata pyta, co u Staszka, a ten chętnie opowiada, jak bawił się z Krzyśkiem w Gwiezdne Wojny. Tata podłapuje temat i wydaje parę odgłosów miecza świetlnego. Wreszcie tata odwozi Staszka do domu. Wita się czule z mamą Alą, przybija piątkę Krzyśkowi, który właśnie wrócił z pracy. Krzysiek pyta, czy ktoś ma ochotę na kawę. Staszek odpowiada, że on owszem, na co wszyscy wybuchają śmiechem. I siadają do kawy. Poza Staszkiem, oczywiście, który dostaje wodę.

Prawdziwy dzień jak co dzień jest chyba najtrudniejszy. Większość obowiązków, zadań wychowawczych i tych mniej przyjemnych spraw, typu lekarz, zebranie w przedszkolu, zajęcia dodatkowe, trudne rozmowy o życiu czy zakupy, przypadają mamie i jej partnerowi, bo tak wynika z ustaleń sądowych. W połączeniu z pracą prowadzi to tylko do jednego – marzenia o chwili wytchnienia. Tata zabiera dziecko na co drugi weekend. Mimo to potrafi w tym dniu codziennym namieszać. Mamie trudno nie zacisnąć dłoni na łyżce z poranną owsianką, kiedy okazuje się, że nowa partnerka taty robi świetne naleśniki z domowym dżemem i u niej wcale nie trzeba jeść owsianki. U taty, jeśli się nie chce, to w ogóle nie trzeba jeść, sprzątać, uczyć się literek czy ścielić łóżka. Dziewczyna taty nigdy nie jest zmęczona i organizuje świetne wyjazdy oraz rozrywki – od escape roomów po wyprawy kajakowe. A chłopak mamy to w sumie nudziarz. Wyciera mu tyłek po kupie, sprawdza, czemu piecze napletek, pierze obsikaną pościel, uczy pływać na basenie czy rozmawia o tym, jak faceci mają szanować kobiety. I po pracy bywa zmęczony i trzeba go namawiać do zabawy. No ale przecież zasady są jasne – wspieramy się i zawsze mówimy dobrze o drugim rodzicu, nie tłumaczymy 6-latkowi, że kiedy spędza się z nim dwa weekendy w miesiącu, to rzadko ma się zły humor albo zaległe obowiązki. A łzy? można wytrzeć ukradkiem, żeby nikt nie widział. I tak przecież robisz tę owsiankę w szlafroku, na ubranie się zostają zwykle 2 minuty, kiedy poziom emocji przed wyjściem sięga już zenitu.


Patchwork

Odcinek 2 – Święta

Widzimy równoległe przygotowania do trzech pięknych Wigilii. Jednej u Ali i Krzyśka, w ich mieszkaniu. Ze Staszkiem, rodzicami Alii rodzicami Krzyśka. Krzysiek ze Staszkiem pastują parkiety, Ala jedną ręką gotuje bigos, drugą robi kutię. Druga Wigilia będzie u rodziców Tomka – starsi państwo lepią pierogi, Tomek ze swoją dziewczyną, jego brat ze swoją ubierają choinkę. Trzecia wieczerza odbędzie się w domu Antka, brata Staszka, jego mamy Gosi i ojczyma Karola. Pakują razem prezenty, bo Antek już wie, że nie ma Świętego Mikołaja, ale nie mówi o tym Staszkowi. Kiedy zapada zmrok, wszyscy łączą się ze sobą przez Skype’a i zaczynają składać sobie życzenia. Wreszcie ktoś rzuca: „hej, może jednak wsiądziecie w taksówkę i przyjedziecie do nas?”. Nikt się długo nie zastanawia. Jest zabawna scena z rodzinami śpiewajacymi kolędy ku umiarkowanej uciesze taksówkarza i po chwili wszyscy są już w mieszkaniu Tomka i Karoliny. Śpiewają głośno kolędy. Aż sąsiadka dzwoni na policję. Policjant przychodzi i zdziwiony wezwaniem dołącza do śpiewania.

O świętach mama i tata rozmawiają ze sobą głównie przez SMS-y. Podobnie jak o  weekendach i wakacjach, kiedy będą spędzać czas z dzieckiem. Przybrani rodzice próbują wtrącić swoje 3 grosze, bo każdy wnosi przecież do tej układanki swoje przekonania, i zwyczaje. Dziecko chce odnaleźć się w tym wszystkim, używając stałego argumentu: „ale u taty mogę” albo „wyprowadzam się do taty i zabieram psa”. Nawet wspólne niedzielne śniadanie dla wszystkich w tej całej „wielkiej rodzinie” byłoby koszmarem. Ale to jest tylko „nice to have”. Świąt nie da się oszukać. Są i będą wydarzeniem roku (no może poza wakacjami). To jeden z tych tematów, który mobilizuje rodziców do spotkania z kalendarzami i ustalenia, jak to w tym roku będzie. I chyba mimo wielu patchworkowych lat doświadczeń, masy superporad przeczytanych w internecie, nie ma na to dobrej recepty. Wożenie od Wigilii do Wigilii powoduje, że jesteś w ciągłym biegu i odhaczasz tylko kolejne elementy wieczoru. Wigilia na zmianę? Jest fajnie, gdy jest „twój rok”, ale potem są łzy i smutek, jeśli nie widzisz ukochanego dziecka w tym ważnym czasie. No to może wspólne święta? Bez komentarza. Kiedy już przebrniemy przez ustalenie, kto, kiedy, z kim i jak spędzi święta, ogromnym wyzwaniem stają się prezenty i w ogóle sposób przeżywania świąt. Ścierają się wizje prezentów, które mają być symboliczne, zdrowe i mądre, z rekompensowaniem dziecku trudnej sytuacji w postaci wielkich zestawów lego czy play station. Dochodzą kwestie podejścia do samej religii. Mama z nowym partnerem zdecydowanie bardziej traktują Jezusa jak legendę właściwą w tym rejonie geograficznym i tak starają się tłumaczyć to, co się dzieje dziecku, podczas kiedy tata i dziadkowie z jego strony chcieliby, aby dziecko znało obrzędy, kolędy i modlitwy, a podczas swiąt najlepiej wystapiło w świeżo kupionym garniturze. W końcu tata płaci alimenty, to może też wymagać.


Patchwork

Odcinek 3 – Wakacje

Trzy samochody pędzą autostradą słoneczną na północ. Jedno rodzinne kombi goni drugie rodzinne kombi. Karolina i Tomek mają nawet suva – powodzi się w korpo. O zmroku wszyscy spotykają się na kempingu. Faceci nie dostają odznaki biwakowicza. Rozkładanie namiotów okazuje się trudniejsze, niż przypuszczali. Staszek z Antkiem próbują pomóc, jak mogą, ale robią tylko większy bałagan. Wreszcie kobiety postanawiają wejść do akcji. Ala, Karolina i Gosia przejmują poprzeczki, tropiki oraz śledzie i w kilku żołnierskich ruchach rozkładają namioty. Następnego dnia wszyscy budzą się w swoich namiotach – jedzą wspólne śniadanie, a potem idą nad wodę. Jako duża zwarta grupa biorą lekcję windsurfingu. Jednym idzie lepiej, drugim gorzej, ale wszyscy mają z tego dużo zabawy. Wieczorem pora na zwiedzanie. Cała grupa bawi się w chowanego w porozstawianych na Helu bunkrach z czasów wojny. Wtedy następuje moment grozy. Staszek gubi się naprawdę. Wszyscy angażują się w akcję poszukiwawczą. A robi się ciemno! Odpalają latarki w komórkach i biegają spanikowani między bunkrami. Kiedy zaczynają dzwonić po pomoc, ktoś szarpie Tomka za nogawkę, pytając: „mogę wody?”. To Staszek, myślał, że to wszystko to nadal zabawa.

Wakacje w rozbitych rodzinach to trudny czas. Na ogół to najdłuższa chwila rozłąki syna z mamą podczas całego roku. Tata zabiera go razem ze swoją dziewczyną i przyrodnim bratem na 2-tygodniowe wakacje, czasami jeszcze na kilkudniowe wypady. Jest nerwowo. Bo ubrania na kemping nie takie, bo syn ma uczulenie i to ona jest temu winna, bo się nim nie zajmuje, bo źle go wychowuje, że on nie chce uczestniczyć w zajęciach… No i ten kontakt w czasie rozłąki. Mama chciałaby dzwonić codziennie, porozmawiać choć kilka minut, ale syn nie chce rozmawiać – chyba nie chce sprawiać im obojgu przykrości. Próbuje rozdzielać te światy i ich nie łączyć. Poza tym tata też chciałby mieć ten czas tylko dla siebie, a ona po prostu tęskni. Wymieniają nerwowe smsy o tym, że ona ma prawo porozmawiać z synem, a on, że znowu gdzieś biega po kempingu i nie ma na nic czasu i zadzwonią później. A później ona widzi na Instagramie zdjęcie dziewczyny taty z jej synem i #myfamily #mymen. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze spory ideowe. Jedni chcieliby, aby wakacje były czasem bez komputera, Ipada czy telefonu, podczas gdy druga strona pozwala dziecku na czas zupełnej wolności. W głowach podświadomie pojawia się pokusa ścigania i rywalizacji. Z kim fajniej, gdzie lepiej… Tylko gdzie to wszystko prowadzi?


AUTOR: AGATA MAROŃ & KAMIL REDESTOWICZ

Para 34-latków, małżeństwo i rodzina patchworkowa. Wspólnie wychowują 6-letniego syna Agaty, oczekują także swojego wspólnego pierwszego dziecka. Zawodowo Kamil jest dyrektorem kreatywnym w agencji reklamowej, Agata szefem sprzedaży w szwedzkiej spółce IT.

ZDJĘCIE: Designed by Freepik

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ