UMIESZ LICZYĆ, LICZ NA SIEBIE / PRAWDA O KOBIECYCH RELACJACH

Umiesz liczyć, licz na siebie – życiowa prawda czy coś, co warto zmienić?

Dobrze jest, gdy człowiek może polegać głównie na sobie. Wiara we własne siły, poczucie bycia samowystarczalnym, niezależnym od innych (w tym także od ich opinii), brak konieczności okazywania wdzięczności za pomoc czy wreszcie dużo większa radość z sukcesu osiągniętego samodzielnie – to tylko kilka argumentów za tą tezą.

KAŻDY CZASEM POTRZEBUJE WSPARCIA

Jednak czy da się przejść przez życie nigdy nie korzystając ze wsparcia innych ludzi? Trudno to sobie wyobrazić. Nawet największy „twardziel” może mieć gorszy okres. Czasem brak samowystarczalności wiąże się z tym, że sami mamy kogoś pod opieką. Najlepsza i najdzielniejsza matka potrzebuje pomocy, dziecko ciężko jest wychować samemu. Zresztą istnieje przecież takie powiedzenie, że do tego potrzebna jest cała wioska. Nawet jeśli bez problemu ogarniasz codzienność (prysznic, gotowanie, sprzątanie) z dzieckiem u nogi, to jednak czasem będziesz przecież potrzebowała, by cię ktoś zastąpił – podczas wizyty u lekarza czy po prostu by mieć chwilę wytchnienia.

Jedna z ludowych mądrości mówi: „umiesz liczyć – licz na siebie”. Niektórzy wprost lubują się w martyrologicznych opowieściach, jak to do wszystkiego w życiu doszli sami i nikt ich nigdy nie wspierał. Często jednak zamiast satysfakcji w głosie przebrzmiewa gorycz. Bo jednak poczucie, że nie można liczyć na czyjąś pomoc jest dość przytłaczające.

PRAWDA CZY FAŁSZ?

Nasuwa się pytanie – czy to powiedzenie pokazuje współczesne realia? Czy faktycznie nie warto liczyć na innych w relacjach rodzinnych, towarzyskich czy w pracy?

Przeczy temu choćby nasza niesamowita wprost skłonność do pospolitego ruszenia, gdy odbywają się zbiórki  np. na pomoc dla chorych dzieci. Może dlatego, że tu po prostu nie ma mowy o udźwignięciu ciężaru przez samych rodziców? Może to te nasze tradycje zrywów narodowych? Tak czy inaczej – udaje się zebrać astronomiczne kwoty nawet w krótkim czasie, a ilość osób zaangażowanych w przedsięwzięcie powoduje, że serce rośnie.

No dobrze, wiadomo, że Polacy uwielbiają wielkie, spektakularne zrywy, a co z tą małą, codzienną, drobną pomocą? Tutaj pewnie jest gorzej.

Jeśli nawet prawda umiesz liczyć, licz na siebie sprawdza się w codziennym życiu, to jeszcze jest kwestia czy uznamy ją i sami tak będziemy postępować, czy też chcemy to zmieniać. Czy naprawdę taką dewizę życiową chcesz przekazać swojemu dziecku?

KAŻDY MOŻE POMÓC

A może jednak jesteśmy w stanie kreować rzeczywistość wokół nas – nawet jeśli tylko w ograniczonym zakresie? Wierzyć, że dane dobro do nas wróci? Pomagać i tego samego oczekiwać w razie jakiś osobistych problemów?

Z tym to jednak jest pewien kłopot. Po pierwsze niektórzy nie lubią prosić o pomoc. Niestety, liczyć na to, że ktoś się domyśli – to trochę zbyt duże oczekiwanie. Nie bój się prosić, nie bój się też odmowy – raczej cię ona nie zabije.

Po drugie – prosząc o wsparcie musisz liczyć się z tym, że będziesz miała niejako „dług” do spłacenia. Wszyscy doskonale znamy osoby, które ciągle proszą o pomoc, ale sami nigdy swojej nie ofiarują, często uzasadniając to tym, jak strasznie są biedni, opuszczeni i wiatr im zawsze wieje prosto w twarz (na ogół nie jest to prawda). We mnie rodzi się wobec takiej postawy sprzeciw, bo naprawdę każdy człowiek ma coś do zaoferowania – jeśli tylko zechce. Dlatego tak ważne jest, by te kręgi wzajemnego wsparcia  tworzyć z odpowiednimi osobami. Takimi, które w razie czego nie odwrócą się od ciebie. Obowiązuje tu zasada „give to givers”.

MATKA-MATCE

Akurat matki mogą sobie bardzo pomagać. Odbierać na zmianę dzieci z przedszkola. Popilnować niemowlaka, gdy koleżanka idzie do dentysty, w zamian „dostać” od niej czas na spokojne zakupy bez dwulatka jako wątpliwej atrakcji. Upiec tort na urodziny dziecka koleżanki, a od niej otrzymać piękny świąteczny stroik. W czym któraś jest lepsza, w tym może pomóc. Managerka może dać pracę matce po macierzyńskim, a absolwentka psychologii podpowiedzieć pani dyrektor, która ogarnia kilkudziesięcioosobowy zespół – ale nie swego dwulatka –  jak sobie z nim poradzić. Tysiące większych i mniejszych gestów, które codziennie zmieniają nasz świat w miejsce bardziej przyjazne.

Naprawdę, zamiast z goryczą mówić „mnie nikt nigdy nie pomagał” lepiej chwalić się “a ja miałam wspaniały krąg wsparcia, dzięki któremu wiele spraw było łatwiejszych”.


Autor: Hanna Pietrzak-Trzcińska

Pedagog kulturalno-oświatowy. Od zawsze otoczona tomami – pracowała w wydawnictwie, teraz recenzuje książki d;a dorosłych i te podebrane z regału synowi. Próbuje zostać pełnoetatową copywriterką. W swoich tekstach stara się inspirować, bo ona ubarwia codzienność, i lekko ironizować, bo dystans ułatwia życie.

Zdjęcie: Designed by Freepik

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ