Grudzień wchodzi do domu z zapachem mandarynek i pytaniem stulecia: „co do buta?”. Jeśli chcesz, żeby Mikołajki miały więcej sensu niż cukierki na szybko, postaw na książki — te, które rozpalą ciekawość, uspokoją emocje po przedszkolnej burzy, dadzą powód do wieczornego „jeszcze jeden rozdział”. Poniżej sześć tytułów dobranych jak prezent od kogoś, kto Was naprawdę zna. Każdy z innej bajki (dosłownie), każdy sprawdzony „pewniak”.
6 książek, które pokochacie w te Święta
Mikołajki mają swój timer. Zanim zgaśnie wieczorna lampka, w butach powinno czekać coś lepszego niż czekoladka. Wybrałam sześć tytułów, które „robią robotę” — od ciepłych, rodzinnych opowieści po wciągające przygody. Wiekowo i nastrojowo — od przedszkola po starszaki.
1. Dla rodzin, które kochają „bycie razem”: „Święta w Gajówce. Rodzinne pomysły na wspólne świętowanie” | Wydawnictwo Świetlik | Autor: Anna Włodarkiewicz
Książka–ratunek na grudniowy chaos, ale w wersji „naprawdę do zrobienia”. Zamiast kolejnej listy „musisz”, dostajesz ciepłą, domową mapę na cały grudzień: krok po kroku, dzień po dniu, z małymi zadaniami, które da się wcisnąć między pracę, szkołę i wieczorne „mamo, jeszcze bajkę”. To taki adwentowy oddech z Gają – Twoją ulubioną przewodniczką po Gajówce, gdzie święta robi się inaczej: wolniej, bardziej po swojemu i zdecydowanie bliżej natury.
Każdy dzień to inne zaproszenie: raz tworzycie coś własnymi rękami, innym razem wychodzicie z domu, żeby poszukać zimy w lesie, kiedy indziej siadacie przy stole i zapisujecie swoje myśli, marzenia, wdzięczności. Są pomysły na ozdoby z tego, co leży pod nogami (gałązki, szyszki, kamyki), proste aktywności, które wciągną i przedszkolaka, i starszaka, i takie momenty, które aż proszą się o kubek kakao i świecę na stole. Bez „wielkich projektów diy”, od których człowiek dostaje migreny – tu wszystko jest pomyślane tak, żeby było miło, a nie „idealnie jak z Pinteresta”.
Najbardziej lubię w „Świętach w Gajówce” to, że ta książka nie dokłada presji, tylko ją zdejmuje. Pokazuje święta od strony zapachu, dotyku, rozmów przy stole, a nie od strony kolejnych zadań do odhaczenia. „Gajówka” ma swój wyraźny, leśny klimat: dużo kontaktu z przyrodą, mało plastiku, dużo wspólnego bycia. Małe dzieci mogą lepić, mieszać, przyklejać, starsze liczą, odmierzą, dekorują, a dorosły wreszcie może być bardziej towarzyszem zabawy niż kierownikiem projektu „Święta 2025”.
Na końcu czeka jeszcze prezent dla fanów serii – opowieść o tym, jak wygląda Gwiazdka u Gai. Idealne domknięcie tej książki-kalendarza: zaczynasz w chaosie pierwszych dni grudnia, kończysz z poczuciem, że naprawdę przeżyłaś ten czas, a nie tylko „ogarnęłaś”. „Święta w Gajówce” to świetna propozycja, jeśli chcesz w tym roku powiedzieć rodzinie: robimy mniej, ale robimy to razem.
2. Dla wrażliwców i marzycieli: „Chłopiec, który przespał święta” | Wydawnictwo Kropka | Autor: Matt Lucas
„Chłopiec, który przespał święta” to jedna z tych książek, które zaczynasz czytać z lekkim uśmiechem, a po chwili czujesz w gardle tę charakterystyczną grudkę. I właśnie dlatego jest tak ważna.
Leo kocha Boże Narodzenie – i trochę rozpaczliwie próbuje zrobić z tych świąt pokaz fajerwerków, bo to pierwsza Gwiazdka bez mamy. Wszystko musi być idealne: lampki jak z reklamy, kartki wysłane na czas, choinka z katalogu, ciasta jak u babci. Oczywiście nic nie idzie zgodnie z planem. Światełka się plączą, ciasta nie powstają same, a zamiast świątecznego filmu mamy maraton frustracji. I w którymś momencie Leo mówi to, co pewnie wielu z nas miało kiedyś w głowie: „Niech to wszystko zniknie”.
I… znika. Budzi się „po wszystkim”. Boże Narodzenie już było, a on je przespał – dosłownie. I tu zaczyna się najlepsza część: zamiast rozczulać się nad sobą, Leo rusza na misję ratunkową. Chce cofnąć swoje życzenie i odzyskać święta. Ta podróż jest trochę zwariowana, trochę magiczna, momentami bardzo zabawna, ale w środku niesie bardzo prostą, mądrą myśl: święta nie muszą być idealne, żeby były ważne.
To piękna opowieść o tęsknocie i żałobie, ale podanej tak, że dziecko się nie przestraszy – raczej poczuje, że ma prawo tęsknić, złościć się, mieć dość „magii świąt”. A jednocześnie zobaczy, że bliskość i wspólny czas da się uratować, nawet jeśli choinka stoi trochę krzywo.
Dodatek w postaci dwudziestu piosenek dostępnych po zeskanowaniu kodu QR to już wisienka na pierniku – książka zamienia się w mały rodzinny spektakl: czytanie, słuchanie, śpiewanie, tulenie.
Dla kogo? Dla dzieci mniej więcej od 7–8 lat wzwyż, szczególnie tych, które coś lub kogoś straciły – albo po prostu czują presję „idealnych świąt”. Dla rodziców – gotowy pretekst do ważnej rozmowy przy choince. W MINT klasyfikujemy ją jako: „przeczytać, przytulić, wrócić za rok”.
3. Dla tych, którzy uwielbiają tajemnice: “Prawdziwy Mikołaj, siostrunia i ja” | Wydawnictwo Zakamarki | Autor: Emma Karinsdotter
“Prawdziwy Mikołaj, siostrunia i ja” to dokładnie taka grudniowa książka, jakiej szukają rodzice i głodne historii dzieci – ciepła, dowcipna i z twistem, który nie pozwala jej odłożyć na półkę.
Czytając pierwszy rozdział, pomyślałam sobie: ktoś wreszcie zrobił to, o czym ja marzyłam – zaplanował święta we Włoszech. Ale już po chwili przekonałam się, że co tam Włochy, to, co wydarzyło się później, to dopiero prawdziwa magia. Zanurzyłam się w tym opowiadaniu z Zoe bez reszty.
Chłonęłyśmy kartka za kartką, nie zważając na to, że przecież książka ma formę adwentowego kalendarza. Chęć odkrycia rodzinnej tajemnicy była silniejsza.
Dzisiaj nie zdradzę Ci fabuły książki, bo wtedy jaki byłby sens sięgania po nią, ale nie obawiaj się – nie zostawię Cię bez niczego. Oto mała zachęta, abyś zechciała skusić się na tę świąteczną nowość książkową.
Musisz tylko wiedzieć, że tutaj nic nie jest takie, jakie się wydaje. A tajemnica kryje kolejną tajemnicę. W tej rodzinie tata Feliks z sobie tylko znanego powodu nienawidzi Bożego Narodzenia. Co roku szuka wymówek, żeby tego czasu nie celebrować. Tym razem jednak wszystko idzie nie tak: zamiast w słonecznej Italii lądują na zimnej, wietrznej wyspie, u tajemniczej ciotki Miki, o której istnieniu nikt wcześniej nie słyszał. Jest odludnie, ma być nudno… a jednak pojawiają się dziwne znaki, zdarzenia, a w zamkniętym na cztery spusty sklepiku nocami pali się światło.
Gdy tata sprytnie unika rodzinnych tematów, jego córki nie dają się zwieść. Ruszają na poszukiwania, odkrywają znaki i idą za ich tropami. Aż wreszcie poznają rodzinny sekret, po którym nic nie będzie już takie same. Co tak naprawdę wydarzyło się w przeszłości taty? I czy jeden grudniowy wyjazd na tajemniczą wyspę może przewrócić do góry nogami rodzinne
życie?
Emma Karinsdotter pięknie łączy świąteczną magię z tematem trudnych emocji dorosłych. Z perspektywy córek widzimy, jak dzieci wyczuwają napięcia, choć nikt im nic nie mówi – i jak rozpaczliwie pragną normalnych, czułych świąt. Takich prawdziwych, z Mikołajem i
całą świąteczną otoczką. Tu nie ma landrynkowego brokatu, za to jest prawdziwa bliskość, pytania bez odpowiedzi, odwaga, żeby szukać i odkryć tajemnicę, nawet jeśli oznacza to spacer do przeszłości.
Jednomyślnie stwierdziłyśmy z Zoe, że to książka, która dała nam wszystko to, czego w świątecznej opowieści szukamy: magię świąt, humor i lekko czytającą się fabułę. Krótkie rozdziały dają się przeczytać nawet w najbardziej zakręcony dzień, a jednocześnie zostawiają to przyjemne uczucie „jeszcze jednego rozdziału”, które pewnie i Ty dobrze znasz z własnego
dzieciństwa. Zoe dostrzegała także ilustracje – miękkie, zimowe, pełne czerwieni i światełek, ale bez przesady. Idealnie podtrzymują nastrój historii i robią tę dodatkową robotę: dzieci z miejsca chcą wiedzieć, co będzie w kolejnym rozdziale.
To książkowy kalendarz adwentowy w najlepszym wydaniu: 24 rozdziały do czytania wieczór po wieczorze, gdy za oknem ciemno, a w domu pachnie zimową herbatą i mandarynkami.
Dla rodzin, które kochają święta – i dla tych, którym w tym roku trochę trudno w nie uwierzyć.
4. Dla nastolatka, który „nie czyta” (a jednak): „Ukradzione oczy” | Wydawnictwo Mięta | Autor: Klaudia Zacharska
„Ukradzione oczy” to ten typ książki, przy którym mówisz dziecku: „Jeszcze tylko jeden rozdział”, a pół godziny później… nadal czytacie.
Drugi tom przygód Latarenek zaczyna się w momencie, kiedy – teoretycznie – wszystko powinno wracać do normy. Klątwa zdjęta, zło pokonane, można odetchnąć. Tyle że w Sepii robi się jakoś bardziej cicho, bardziej duszno, a dziewczyny coraz częściej mają wrażenie, że ktoś je obserwuje. I tu zaczyna się to, co w tej historii najciekawsze: nie mamy klasycznej pogoni za potworem, tylko poczucie, że niebezpieczeństwo jest tuż obok, nawet jeśli go nie widać.
Pola, River i Maja są bardzo różne – jedna zadziorna i pyskata, druga analityczna, trzecia nieśmiała i wycofana – ale to właśnie sprawia, że ich relacja jest wiarygodna. Kłócą się, obrażają, ale kiedy naprawdę robi się groźnie, stoją za sobą murem. W tle przewija się motyw strachu: jak funkcjonować, kiedy wiesz, że ktoś cię śledzi, a dorośli nie do końca rozumieją, co się dzieje? Autorka świetnie łapie dziecięcą perspektywę – pokazuje lęk, ale też upór i odwagę, która rośnie z każdym kolejnym wyborem bohaterek.
Mimo mroczniejszego klimatu to nie jest książka „do koszmarów”. Atmosfera jest gęsta, trochę niepokojąca, ale cały czas czujemy, że jesteśmy w bezpiecznych rękach – tych literackich i tych przyjaciółek, które nie porzucą się w połowie akcji. Pojawia się też zaskakujący sekret, który fajnie przetasowuje to, co myśleliśmy o bohaterkach po pierwszym tomie.
„Ukradzione oczy” to idealna propozycja dla dzieci, które wyrosły już z bardzo lekkich opowiastek i szukają czegoś bardziej „na serio”, ale wciąż z humorem i ciepłem. Dla młodych czytelników lubiących dreszczyk, tajemnice i przyjaźń, która naprawdę ma moc.
5. Dla małych detektywów: „Flora i tajemnicza paczka” | Wydawnictwo Dwukropek | Autor: Gabriela Rzepecka-Weiss
„Flora i Tajemnicza paczka” to dokładnie ten typ świątecznej książki, który rozkręca dziecięcą wyobraźnię do poziomu „mamo, a jeśli…?”. I o to chodzi. Do drzwi Flory puka kurier z paką tak wielką, że równie dobrze mogłaby w niej siedzieć mała zima, pół fabryki elfów albo choinka z gwiazdką prosto z nieba. Nikt nic nie zamawiał, więc zamiast „odłóż to na bok, później sprawdzimy”, zaczyna się domowa burza mózgów.
To, co jest najpiękniejsze w tej historii, to właśnie czas przed otwarciem. Zanim ktoś wreszcie zajrzy do środka, dostajemy całą serię coraz bardziej szalonych scenariuszy: śnieg rozsypany po salonie, bitwy na śnieżki między kanapą a stołem, sprzątająca ekipa bałwanów, elfy krzątające się w kuchni przy pierniczkach pachnących wanilią, goździkami i cynamonem. Zwykłe mieszkanie Flory zmienia się w plac zabaw wyobraźni – bez ekranów, bez zabawek „na baterie”, za to z jednym kartonem, który robi całą robotę.
To świetna książka do wspólnego czytania wspólnie w kuchni. Dzieci naturalnie podchwytują zabawę w zgadywanie, dopowiadają własne wersje, a dorośli mają szansę na ten krótki moment: odłożyć listę „do zrobienia na święta” i po prostu dać się ponieść historii. Jest lekko, zabawnie, bardzo rodzinnie, bez moralizowania – a jednak między wierszami dostajemy ważne przypomnienie: magia świąt to nie rzeczy, tylko to, co dzieje się wokół nich.
„Flora i Tajemnicza paczka” idealnie sprawdzi się jako grudniowy rytuał: jedna lektura, kubek kakao, kocyk i trochę miejsca na to, żeby razem wymyślać, co mogłoby się kryć w waszej tajemniczej paczce. To książka, po której dzieci mają ochotę biec po pudła, koce i poduszki – i budować własne historie. A my w MINT takie książki kochamy najbardziej.
6. Dla dzieci, które kochają krótkie formy: „Zima w Szmaragdowym Lesie. Zimowe opowiadania” | Wydawnictwo Wilga | Autor: Barbara Wicher
Uwielbiamy te świąteczne, zimowe, kojące historie, w których zwierzęta i ludzie spotykają się w śnieżnym lesie, a zwyczajne chwile robią się odrobinę magiczne. Zima w Szmaragdowym Lesie jest dokładnie taka: otulasz się kocem, czytasz „tylko jeden rozdział” i nagle okazuje się, że w domu zrobiło się ciszej, spokojniej, jakby ktoś przykręcił tempo grudnia. Teksty płyną lekko, uczą uważności na naturę – na ślady na śniegu, ciszę po zawiei, światło gwiazd – a ilustracje robią cały klimat: aż słychać skrzypiący śnieg i czuć, jak pokój naprawdę rozjaśnia się od lampek oraz… wyobraźni.
W środku poznajemy rodzeństwo białych lisów – Cyryla, Iwa i Amalię – które zamieszkały w nowym, pięknym lesie, ale wcale nie czują się tam od razu jak w domu. Zwłaszcza Amalia tęskni za prawdziwymi przyjaciółmi i bardzo chciałaby, żeby ktoś „jej” tamte święta usłyszał. Gdy lisy znajdują tajemniczy srebrny dzwonek, ruszają w drogę przez Szmaragdowy Las. Po drodze spotykają inne zwierzęta, zadają pytania, czasem się gubią, czasem pomagają komuś innemu – i małymi krokami odkrywają, że przyjaźń często zaczyna się od jednego cichego „hej, też tu jestem”.
To książka idealna na zimowe wieczory: jeden rozdział, przytulenie, łyk herbaty… i gotowe. Dla małych słuchaczy to bezpieczna porcja przygody i czułości; dla dorosłych — pretekst, żeby na chwilę zwolnić i naprawdę być „tu i teraz”. Uwielbiam zanurzać się w kolejne historie z Zoe i marzyć o Szmaragdowym Lesie, patrząc na płatki śniegu za oknem. To jedna z tych książek, które nie tylko budują świąteczny nastrój, ale też po prostu robią dobrze sercu.
Na koniec nasz mikołajkowy „manifest”
Prezent „do buta” nie musi być duży, żeby był ważny. Ma sprawić, że wieczór zrobi się cieplejszy, a rodzinna pamięć — pełniejsza. Te sześć tytułów ma dokładnie taką supermoc: rozbawia, uspokaja, wciąga. Wybierz jeden, dołóż mandarynkę lub czekoladę i ciepłe skarpetki — i mamy Mikołajki, które smakują jak Wasz dom. Zostań z nami, jeśli lubisz takie podpowiedzi — u nas grudzień czyta się sam.
Artykuł powstał we współpracy z markami partnerskimi
Zapisz się na MINTowy newsletter i odbierz PREZENT - Pomysły na kreatywne zabawy na CAŁY MIESIĄC!
Dołącz do naszej społeczności i poczuj miętę do MINT! Nasz newsletter to gwarancja dobrych treści! Odbierz w prezencie 30 kreatywnych pomysłów na zabawy z dzieckiem, bo to nowa jakość czasu z dzieckiem.



