„Pan Babcia warzy po ślōnsku” Książka kucharska, z którą można zrobić sobie dzień na Śląsku
Śląsk na talerzu, kilka słów gwary i wspólne gotowanie. Ta książka aż prosi się o rodzinny weekend w kuchni
Pan Babcia warzy po ślōnsku książka kucharska Michała Froehlicha
SKLEP

Są książki kucharskie, które otwieramy, gdy kończą nam się pomysły na obiad. Są też takie, które od razu uruchamiają ciekawość: zaczynamy przeglądać przepisy, zatrzymujemy się przy nieznanych nazwach, sprawdzamy, skąd pochodzi dana potrawa, i po chwili okazuje się, że zamiast szukać jednego dania na niedzielę, planujemy małą kulinarną wyprawę. „Pan Babcia warzy po ślōnsku” Michała Froehlicha należy do tej drugiej kategorii. To książka, która pozwala poznać Śląsk od strony najbardziej przyjemnej, przez jedzenie, język, rodzinne zwyczaje i smaki, które przez lata przechodziły z jednej kuchni do drugiej.

Michał Froehlich wraca tu do gotowania, którego nauczyły go jego ōmy (babcie). Są rolady, gumiklyjzy, modro kapusta, kołocz weselny, makówki, ale też potrawy mniej oczywiste dla kogoś, kto nie wychował się na Śląsku. I dobrze, bo największą frajdą jest przeglądanie książki bez założenia, że wszystko już znamy. Niektóre dania od razu wywołują głód, inne najpierw pytanie: co to właściwie jest? Jeszcze inne zaczynają rozmowę o tym, dlaczego w jednym regionie Polski gotuje się zupełnie inaczej niż w drugim.

U nas lista na pierwszy ogień już jest. Razem z Zoe chcemy sprawdzić jeże, placki mięsne oraz śląskie rolady z sosem. Samo wybieranie przepisów okazało się częścią zabawy, bo książka nie daje poczucia, że trzeba ją „przerobić”. Można otworzyć ją w dowolnym miejscu, wybrać jedno danie i zobaczyć, dokąd nas zaprowadzi.

Tradycja, która nie stoi w muzeum

Pan Babcia warzy po ślōnsku książka kucharska Michała Froehlicha

W „Panu Babci” podoba mi się przede wszystkim podejście do tradycyjnej kuchni. Nie ma potrzeby poprawiania jej na siłę, odchudzania każdego przepisu czy zamieniania klasycznych składników tylko po to, żeby całość brzmiała bardziej współcześnie. Te dania mają swój charakter, historię i miejsce, z którego pochodzą, a Michał Froehlich pozwala im takimi pozostać.

Jest w tym też dużo ciepła. Kuchnia babci bardzo często nie kojarzy nam się przecież wyłącznie z konkretnym smakiem. Pamiętamy stół, kredens, naczynia, sposób podawania obiadu, charakterystyczne słowa i przepisy, w których ilości składników określało się raczej jako „trochę” albo „tyle, żeby było dobre”. Taka wiedza przez lata przechodziła z pokolenia na pokolenie bez książek i dokładnych notatek, dlatego część smaków znika razem z ludźmi, którzy potrafili je odtworzyć z pamięci.

„Pan Babcia warzy po ślōnsku” bardzo ładnie przypomina, że kuchnia jest również rodzinnym archiwum. Możemy przy okazji zapytać własne dziecko, jaki smak kojarzy mu się z domem, a później sami zastanowić się, czy znamy przepis na potrawę, którą najlepiej robiła nasza mama albo babcia. Być może po śląskiej roladzie przyjdzie czas na zapisanie czegoś z własnej rodzinnej kuchni.

Śląsk można też zjeść

Ta książka ma jeszcze jeden ogromny plus z perspektywy mamy: bardzo łatwo wykorzystać ją do czegoś więcej niż przygotowania obiadu. Dzieci uczą się znacznie chętniej, kiedy wiedza nie jest oderwana od doświadczenia, a tutaj jeden przepis może otworzyć temat całego regionu. Można zacząć od mapy i sprawdzić, gdzie leży Śląsk. Potem poszukać kilku charakterystycznych miejsc, porozmawiać o tym, czym różni się ten region od innych części kraju, a na koniec wspólnie ugotować coś nowego. Już same słowa pojawiające się w książce dają sporo zabawy: ōma, zopaska, gumiklyjzy, modro kapusta. Dla dziecka to trochę jak rozszyfrowywanie innego języka, choć cały czas jesteśmy w Polsce. Z tego bardzo naturalnie wychodzi temat gwary i lokalnej kultury. Dlaczego w różnych częściach kraju te same rzeczy nazywa się inaczej? Skąd biorą się regionalne potrawy? Co jadło się podczas świąt, a co w zwykły dzień? Co na Śląsku trafiało na niedzielny stół?

Taki scenariusz świetnie sprawdzi się również w edukacji domowej. Zamiast osobnej lekcji geografii, języka i kultury można zrobić dzień ze Śląskiem w roli głównej, zakończony wspólnym gotowaniem. Wiedza przestaje wtedy być listą faktów do zapamiętania, bo zostaje połączona ze smakiem, zapachem i konkretnym doświadczeniem.

Książka do używania, nie do odłożenia na półkę

Największy komplement dla książki kucharskiej? Że po tygodniach nie wygląda już jak nowa. Ma zaznaczone strony, kilka notatek na marginesie, być może plamkę po sosie i przepisy, do których rodzina wraca.

„Pan Babcia warzy po ślōnsku” ma potencjał właśnie na taką książkę. Można potraktować ją jako pomysł na niedzielny obiad, rodzinny projekt albo pretekst, żeby raz na jakiś czas spróbować kuchni, której na co dzień nie znamy. Dziecko może wybrać przepis, przygotować listę produktów, odpowiadać za część gotowania, a starsze nawet samodzielnie poprowadzić wybrane etapy.

Nie trzeba przy tym urządzać wielkiego wydarzenia. Czasem wystarczy jedno wolne popołudnie, jeden przepis i decyzja: dzisiaj gotujemy coś, czego jeszcze nigdy nie jedliśmy.

Pan Babcia warzy po ślōnsku książka kucharska Michała Froehlicha

3 pomysły MINT na zabawę z „Panem Babcią”

1. Zróbcie śląską niedzielę. Dziecko wybiera danie, razem robicie zakupy i przygotowujecie obiad. Bez ambicji, że wszystko musi wyjść idealnie. Ważniejsze jest wspólne próbowanie.

2. Urządźcie domowy Dzień Śląska. Znajdźcie region na mapie, poznajcie kilka słów po śląsku, wybierzcie jeden element kultury, który Was zaciekawi, a na końcu ugotujcie potrawę z książki. Bardzo prosty scenariusz na edukację domową albo rodzinne popołudnie.

3. Zacznijcie własną księgę smaków. Po poznaniu przepisów Michała Froehlicha poproście babcię, dziadka albo inną bliską osobę o jeden rodzinny przepis. Zapiszcie go, zróbcie zdjęcie gotowej potrawy i dopiszcie, z kim kojarzy się ten smak. Po pewnym czasie powstanie książka, której nie da się kupić w żadnej księgarni.

W Klubie Książki MINT szukamy nie tylko historii, które dobrze się czyta, ale także książek, które można zabrać dalej do własnego życia. „Pan Babcia warzy po ślōnsku” zdecydowanie do nich należy. Daje przepisy, ale przy okazji otwiera drzwi do miejsca, języka i kultury, których możemy wcześniej nie znać. Dla jednej rodziny będzie kulinarną podróżą, dla innej początkiem rozmowy o własnych korzeniach, a dla jeszcze innej po prostu pretekstem do spędzenia niedzieli razem w kuchni.

My zaczynamy od prostych przepisów, ale mamy apetyt na więcej, dlatego potem będziemy wybierać dalej, bo w przypadku tej książki samo sprawdzanie, co ugotujemy następnym razem, jest sporą częścią przyjemności.

KLUB KSIĄŻKI MINT

„Pan Babcia warzy po ślōnsku” Michał Froehlich

KATEGORIA: książka kucharska / kuchnia regionalna / Śląsk / rodzinne gotowanie

O CZYM JEST książka „Pan Babcia warzy po ślōnsku”?
To książka kucharska poświęcona tradycyjnym smakom Śląska. Michał Froehlich sięga po przepisy, których nauczył się od swoich ōm, i prowadzi czytelnika przez dania mocno związane z regionem, jego językiem i rodzinną pamięcią. Są tu zarówno najbardziej znane śląskie klasyki, jak rolady, gumiklyjzy czy modro kapusta, jak i potrawy, które mogą być dla wielu czytelników zupełnym odkryciem.

DLA KOGO?
Dla tych, którzy lubią książki kucharskie z historią w tle i chcą poznawać Polskę przez smaki. To także świetna propozycja dla rodzin z dziećmi. Można potraktować ją jako punkt wyjścia do wspólnego gotowania, niedzielnego obiadu albo domowego „Dnia Śląska”, podczas którego poznajecie region, kilka słów gwary i przygotowujecie jedno z tradycyjnych dań. 

FAQ

O czym jest książka „Pan Babcia warzy po ślōnsku”?
To zbiór tradycyjnych śląskich przepisów połączony z opowieścią o regionalnej kuchni, języku i smakach przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Kim jest Michał Froehlich, autor „Pan Babcia warzy po ślōnsku”?
Michał Froehlich to twórca związany ze Śląskiem, który popularyzuje tradycyjną kuchnię regionu i przepisy poznane w rodzinie.

Jakie przepisy znajdziemy w książce „Pan Babcia warzy po ślōnsku”?
W książce pojawiają się między innymi śląskie rolady, gumiklyjzy, modro kapusta, kołocz, makówki oraz wiele mniej oczywistych regionalnych dań.

Czy „Pan Babcia warzy po ślōnsku” nadaje się do wspólnego gotowania z dzieckiem?
Tak. To książka, którą można wykorzystać nie tylko do gotowania, ale też jako pomysł na rodzinny czas. Dziecko może wybrać przepis, przygotować listę zakupów, pomagać przy gotowaniu i przy okazji poznawać śląskie słowa oraz kulturę regionu.

Czy książka sprawdzi się w edukacji domowej?
Tak, szczególnie jako baza do tematycznego „Dnia Śląska”. Można połączyć geografię, kulturę, język i kuchnię, a całość zakończyć wspólnym przygotowaniem wybranego dania.

Czy trzeba znać kuchnię śląską, żeby korzystać z tej książki?
Nie. Książka dobrze sprawdzi się także dla osób, które dopiero zaczynają poznawać śląskie smaki i chcą potraktować gotowanie jak kulinarną podróż po regionie.

Artykuł powstał przy współpracy z wydawnictwem ZNAK Horyzont

Zapisz się na MINTowy newsletter i odbierz PREZENT - Pomysły na kreatywne zabawy na CAŁY MIESIĄC!

Dołącz do naszej społeczności i poczuj miętę do MINT! Nasz newsletter to gwarancja dobrych treści! Odbierz w prezencie 30 kreatywnych pomysłów na zabawy z dzieckiem, bo to nowa jakość czasu z dzieckiem.

podobne artykuły

mintmag-magazyn-dla-mam-tickless

Zapisz się na newsletter

MINT MAGazyn online to lifestylowy serwis dla mam. To portal o pozytywnym macierzyństwie i szczęśliwym dzieciństwie. Zajrzyj do nas po codzienną dawkę inspiracji. Poczuj miętę do MINT!

Copyright MINT Project design SHABLON

Pin It on Pinterest

Udostępnij ten artykuł!

Podoba Ci się ten post? Podziel się z nim ze znajomymi i rodziną, udostępniając w wybranym medium.