O książce „Lęk rodzica” Meredith Elkins i o tym, dlaczego dziś dzieci potrzebują nie idealnej ochrony, ale odporności psychicznej
Rodzicielstwo bardzo często zaczyna się od lęku, choć rzadko mówimy o tym głośno. Nie od wzruszenia, nie od zdjęcia w ramce, nie od pierwszego spaceru z wózkiem, ale właśnie od tego cichego ukłucia: „a jeśli coś się stanie?”. Kiedy rodzi się dziecko, rodzi się też nowy rodzaj wyobraźni. Taki, który potrafi w kilka sekund dopisać najgorszy możliwy scenariusz.
Ten lęk zmienia się razem z dzieckiem. Najpierw dotyczy snu, oddychania, gorączki i pierwszego dnia bez mamy. Potem żłobka, przedszkola, drogi do szkoły, roweru, pociągu, nowych znajomości, internetu, presji grupy i wszystkich sytuacji, w których dziecko musi poradzić sobie bez nas. I chociaż z wiekiem dzieci stają się coraz bardziej samodzielne, rodzicielska głowa nie zawsze nadąża za tą samodzielnością.
Właśnie w tym miejscu książka „Lęk rodzica. Jak przerwać błędne koło zmartwień i wychować odporne psychicznie dziecko” Meredith Elkins staje się czymś więcej niż poradnikiem. To raczej zaproszenie do uczciwej rozmowy o tym, gdzie kończy się troska, a zaczyna kontrola. I o tym, jak wspierać dziecko w świecie, który naprawdę bywa trudny, nie odbierając mu przy tym wiary, że potrafi sobie poradzić.
Dzieci nie potrzebują świata bez trudności
Dzisiaj dzieci dorastają w rzeczywistości, w której bardzo wcześnie muszą mierzyć się z porównywaniem, oceną i presją bycia „wystarczająco”. Nie chodzi tylko o ubrania, rzeczy czy miejsca, w których bywają. Chodzi też o bycie lubianym, zapraszanym, wybieranym, wystarczająco odważnym, wystarczająco zabawnym, wystarczająco pewnym siebie.
Do tego dochodzą porażki, odrzucenie przez grupę, komentarze innych dzieci, czasem także komentarze dorosłych. Dziecko musi nauczyć się nie tylko przegrywać, ale też wracać do siebie po przegranej. Musi umieć powiedzieć „nie”, kiedy inni naciskają. Musi trwać przy swoim, nawet jeśli grupa idzie w inną stronę. Musi wiedzieć, jak obronić słabszego, ale też jak obronić własne granice.
Nic dziwnego, że rodzic chce je przed tym wszystkim chronić. Problem polega na tym, że odporność psychiczna nie rodzi się z życia bez trudności. Rodzi się z doświadczenia, że trudność można przeżyć, zrozumieć i stopniowo nauczyć się na nią odpowiadać.
Kiedy lęk rodzica zaczyna mówić za dziecko
Meredith Elkins pokazuje, że lęk sam w sobie nie jest wrogiem. To naturalna reakcja, która ma nas chronić i mobilizować. W rodzicielstwie problem zaczyna się wtedy, gdy lęk przejmuje stery i zaczyna podpowiadać rozwiązania, które na chwilę uspokajają dorosłego, ale długofalowo nie wzmacniają dziecka. Tak dzieje się wtedy, gdy z wyprzedzeniem usuwamy przeszkody, tłumaczymy za dziecko każdą trudną sytuację, rozwiązujemy konflikty, zanim ono spróbuje w nich uczestniczyć, albo przekazujemy mu między słowami komunikat: „świat jest niebezpieczny, a ty sobie nie poradzisz”. To nie wynika z braku miłości. Przeciwnie, często wynika z jej ogromu. Ale dziecko, które stale czuje, że dorosły boi się za nie, może zacząć wierzyć, że naprawdę jest się czego bać.
Nadopiekuńczość często wygląda jak miłość
Jednym z najmocniejszych wątków, które warto wyciągnąć z tej książki dla rodziców, jest temat nadopiekuńczości. Bo ona rzadko wygląda jak kontrola. Dużo częściej wygląda jak troska, szybka pomoc, dobra rada, telefon do nauczyciela, dodatkowe przypomnienie, kolejna próba zabezpieczenia sytuacji. Rodzic myśli wtedy: „pomagam”. Dziecko może jednak usłyszeć coś innego: „nie dasz rady beze mnie”. To bardzo delikatna granica. Nikt nie mówi, że dziecko ma być zostawione samo z trudnością. Chodzi raczej o to, żeby dorosły był obok, ale nie zawsze przed dzieckiem. Żeby nie torował każdej drogi, zanim dziecko postawi na niej pierwszy krok. Żeby wspierał, ale nie odbierał sprawczości.
Co daje ta książka rodzicowi?
„Lęk rodzica” jest wartościowy dlatego, że nie zatrzymuje się na ogólnym „odpuść”. Dla wielu mam takie zdanie jest bezużyteczne, bo przecież gdyby samo odpuszczenie było proste, dawno byśmy to zrobiły. Elkins proponuje spojrzenie oparte na wiedzy psychologicznej i doświadczeniu klinicznym. Pomaga odróżnić naturalny lęk od zaburzeń lękowych, tłumaczy mechanizm błędnego koła zmartwień i pokazuje, jak rodzicielskie reakcje mogą nieświadomie podtrzymywać lęk dziecka. Pisze też o elastyczności psychologicznej, czyli umiejętności zauważenia trudnych emocji bez natychmiastowego działania pod ich dyktando. To ważne, bo rodzic w lęku często chce działać od razu: zadzwonić, sprawdzić, uprzedzić, ostrzec, zabezpieczyć, wyjaśnić. Tymczasem pierwszym krokiem bywa zatrzymanie się i zapytanie siebie: czy reaguję na realne zagrożenie, czy na scenariusz, który właśnie stworzyła moja głowa?
Zamiast instagramowych recept: wiedza, która porządkuje
W świecie pełnym szybkich porad rodzicielskich ta książka daje coś, czego często brakuje w social mediach: kontekst. Nie obiecuje, że jedno zdanie naprawi relację, a jedna technika zakończy lęk. Pokazuje raczej, że rodzicielstwo wymaga uważności, ale nie perfekcji. To szczególnie ważne dla mam, które i tak bardzo dużo od siebie wymagają. Chcą reagować spokojnie, mówić mądrze, wspierać emocje, rozumieć dziecko, nie powielać błędów z własnego domu i jednocześnie nie zgubić siebie. „Lęk rodzica” nie dokłada do tej listy kolejnej presji. Pomaga zobaczyć, że celem nie jest bycie rodzicem bez lęku, tylko rodzicem, który potrafi swój lęk zauważyć, nazwać i nie przekazywać go dalej jako instrukcji obsługi świata.
Kim jest Meredith Elkins?
Meredith Elkins jest psycholożką kliniczną specjalizującą się w leczeniu zaburzeń lękowych, zaburzeń nastroju oraz zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych u dzieci, młodzieży i młodych dorosłych. W swojej pracy korzysta z metod opartych na dowodach naukowych, między innymi terapii poznawczo-behawioralnej oraz technik ekspozycji i zapobiegania reakcji. To ważny kontekst, bo „Lęk rodzica” nie jest książką opartą na modnych hasłach, ale na praktyce klinicznej i realnym doświadczeniu pracy z rodzinami.
Odporność psychiczna nie oznacza braku lęku
Najważniejsze przesłanie tej książki można streścić bardzo prosto: nie wychowujemy dzieci do życia bez lęku, ale do życia mimo lęku. Dziecko odporne psychicznie to nie dziecko, które nigdy się nie boi, nigdy nie płacze i zawsze „daje radę”. To dziecko, które stopniowo uczy się, że trudne emocje są częścią życia, a ono ma narzędzia, żeby przez nie przejść. Dla rodzica to także lekcja. Nie musimy naprawiać wszystkiego. Nie musimy mieć odpowiedzi na każdą sytuację. Nie musimy chronić dziecka przed całym światem, bo to niemożliwe. Możemy natomiast być blisko, słuchać, zadawać dobre pytania, nie uciekać od trudnych emocji i pokazywać, że nawet kiedy coś boli, to nie musi nas złamać. I może właśnie tego dzieci potrzebują dziś najbardziej: nie rodziców, którzy nigdy się nie boją, ale dorosłych, którzy potrafią nie oddawać lękowi całego steru.
Artykuł powstał przy współpracy z wydawnictwem PWN
Zapisz się na MINTowy newsletter i odbierz PREZENT - Pomysły na kreatywne zabawy na CAŁY MIESIĄC!
Dołącz do naszej społeczności i poczuj miętę do MINT! Nasz newsletter to gwarancja dobrych treści! Odbierz w prezencie 30 kreatywnych pomysłów na zabawy z dzieckiem, bo to nowa jakość czasu z dzieckiem.


