ROZMOWA: KAROLINĄ PONZO / PODRÓŻNICZE PYTANIE O SENS

Lubimy szczęśliwe zakończenia. Okazuje się jednak, że rzadko kiedy są one dziełem przypadku. Los o wiele bardziej niż ze zbiegami okoliczności ceni sobie współpracę z pasją i determinacją. O tym, że spełnienie marzeń nie przychodzi przez posypanie rzeczywistości magicznym pyłem, ale dzięki ciągłemu podnoszeniu się z własnych porażek, rozmawiam z Karoliną Ponzo.

***

Rozmowa z Karoliną Ponzo

Karolina Ponzo. Kiedyś sama o sobie mówiła, że jest życiową pokraką, którą wszyscy postrzegają jako uroczą, wpadającą nieustannie we wszelkiego rodzaju tarapaty niezdarę. Teraz określa się jako „próbowacz”. Podobno nadal potyka się i upada, ale zawsze staje na nogi. 

Podróżniczka – do tej pory odwiedziła 40 krajów na trzech kontynentach, jeździła autostopem po Indiach, zwiedzała Izrael w okresie zamieszek, przeszła Szlak Świętego Jakuba, podróżowała samotnie po Maroku i odbywała trekkingi w Himalajach. 

Mama uroczej Mili. Sama z czternastomiesięczną wówczas córeczką wyruszyła w dwumiesięczną podróż przez sześć nowych dla siebie krajów, odwiedzając m.in. Bali, Malezję oraz Chiny. 

Szczęśliwa żona Anthony’ego, razem z którym stara się podołać trudom rodzicielstwa.

Kobieta spełniająca marzenia, do niedawna autorka bloga Podróże dziewczyny spłukanej, teraz już – Podróże Karoliny Ponzo.


Śledząc Twojego bloga, można pomyśleć, że masz idealne życie: podróże, wspaniały mąż, piękna córeczka. 

Wydaje mi się, że często podkreślam na blogu, że nie zawsze jest tak idealnie. Mam takie same bolączki w prowadzeniu własnego biznesu jak jakakolwiek inna firma. Takie same bolączki w małżeństwie jak każda para i takie same w rodzicielstwie jak pewnie każda matka. Różnica polega na tym, że nie decyduję się wylewać żali na blogu czy w mediach społecznościowych.

No nie wiem, czy takie same. Nie każda kobieta chwali się na blogu, że chce być egoistyczną matką [śmiech]. 

W cudzysłowie oczywiście [śmiech]. We wpisie, który pojawił się na moim blogu, chodzi o to, że w wychowaniu dziecka biorę poprawkę na swoje potrzeby, przemyślenia, pasje. Od samego początku bardzo dużo jeździłam z Milą i dla mnie to było jasne że tego nie zaprzestanę. Natomiast zaczęły dochodzić do mnie komentarze, że dziecko potrzebuje stabilizacji, najlepszego przedszkola itd. Z Antonim naprawdę chcieliśmy się z tego, jako rodzice, wywiązać. Okazało się, że „idealne” przedszkole jest półtorej godziny jazdy od nas. 

Czyli dziecko będzie musiało wstawać o piątej rano.

Tak. To był jeden z czynników, który przekonał mnie do tego, żeby nie histeryzować z tym macierzyństwem. Powiedziałam sobie: „Kurczę, nie! Jeżeli ona pójdzie do zwykłego przedszkola, ze zwykłymi miłymi paniami i zwykłą dietą to jej się naprawdę jakaś wielka krzywda nie stanie. Stwierdziłam, że nie jestem w stanie poświęcać codziennie trzech godzin, żeby ją do tego przedszkola wozić. I podobnie jest z podróżami. Jutro lecę na tydzień na Maltę i Gozo. Nie zabieram ze sobą dziecka. Bardzo lubię podróżować z Milą, ale doszłam do punktu, w którym otwarcie mówię, że czasami lubię też zrobić coś sama. 

Takie zapatrzenie w siebie może mieć też plusy, pozytywnie wpływać na rozwój dziecka?

Myślę, że tak. Choć dużo zależy pewnie od kobiety. W moim życiu osobistym podróże były potrzebne dla zdrowia psychicznego. Gdy wyjeżdżam, poznaję nowych ludzi, nowe miejsca, mam wrażenie, że oddycham tak, jak powinnam oddychać. Wiem, że gdybym tego nie robiła, przerzucałabym frustracje na Milę, a ona mogłaby odczuć, że zrezygnowałam ze swoich pasji przez nią. Bardzo bym nie chciała, żeby kiedykolwiek tak myślała. Chciałabym, żeby patrzyła na mnie i mówiła: „Mam fajną mamę, która robi ciekawe rzeczy”, żeby wiedziała, że macierzyństwo nie musi ograniczać. 

A nie boisz się, że Mała Ci kiedyś wyrzuci: „No, mamo, ale dlaczego ja nie miałam normalnego życia? Dlaczego nie siedziałaś w domu, nie piekłaś drożdżowego ciasta i nie robiłaś kakao“?

Ale ja jej robię kakao, gotuję nawet dwudaniowe obiady [śmiech]. To wszystko ładnie wygląda na Facebooku. Mało kto jednak widzi, że ja na dobrą sprawę jadę na te wakacje, ale non stop biegam z aparatem, a potem do późna siedzę przy komputerze. Nie wiem, czy to będzie dobry wzór dla Mili, bo może ona stwierdzi, że wcale nie chce takiego życia, że woli spokojne, w domu. Nieważne, jak my ją wychowamy, i tak będzie krytykować – takie prawo dziecka. Pewnie i tak przyjdzie taki moment, że Mila nam powie, że schrzaniliśmy sprawę [śmiech].

Rozmowa z Karoliną Ponzo

 


Autor: Emilia Klimasara / Zdjęcia: Karolina Ponzo

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ