Opowiem Wam o pewnej Pannie Czesławie.
Czesia była moim wymarzonym psem. Przepięknym owczarkiem niemieckim długowłosym, ciężkim na prawie 35 kilogramów, najmądrzejszym i najlepszym na świecie. Generalnie, drugiej takie na świecie byście nie znaleźli.

Pamiętam, kiedy zabrałam ją do domu, pamiętam czasy, kiedy wyglądała, jak mały kudłaty, ciemny niedźwiadek. Nieważne było, że siusiała wszędzie, ważne było, ze wniosła do mojego domu największą radość i szczęście. Była słodkim, maleńkim promyczkiem, była wulkanem energii, cwaniarą, wymuszaczem i przytulaczem.

Od pierwszego dnia stała się moją najlepszą przyjaciółką.

Kto kiedykolwiek miał psa ten wie, że własny pies jest najmądrzejszy. Z Cześką nie mogło być inaczej. Od wczesnej młodości przejawiała bowiem cechy geniusza. Gdy miała 4 miesiące zapisałam ją do Psiego Przedszkola (mój mąż do dziś szydzi z nazwy). Czesława w mig załapała co to „siad”, „łapa” i „waruj”. Chodziła przy nodze, przybijała piątki, robiła slalomy, czekała na miejscu. Wszystko za smakołyk (co jest zrozumiałe i oczywiste, sama za jedzenie potrafię zrobić bardzo wiele). Po Psim Przedszkolu przyszedł czas na szkolenia z posłuszeństwa i obrony.

Rodzina pukała się w głowę i mówiła, że dziecko powinnam sobie zrobić, a nie z psem do szkoły chodzić, ale ja wiedziałam lepiej. Czesia była moim oczkiem w głowie.

Kiedy krzywo na mnie spojrzała, jechałam do weterynarza. Kiedy głośniej oddychała, jechałam do weterynarza. Do dziś mój zaprzyjaźniony Doktor wspomina, jak to przywiozłam Cześkę z potwornym katarem, który okazał się skraplaniem wody po przyjściu z zimnego dworu do ciepłego mieszkania. Albo kiedy wykryłam poważne schorzenie, bo Czesia za głośno sapała, a po prostu grzejniki w domu włączyli i się ciepło zrobiło.

Tak. Panika to moje drugie imię.

Starałam się być też odpowiedzialna. Czytałam, że pies nie może mieć cały czas jedzenia, tylko powinien otrzymywać je w określonych godzinach, że nie wolno pozwalać psu spać w łóżku oraz, że powinno się jasno zaznaczyć hierarchię w domu, kto jest samcem Alfa. Bogatsza o te rady robiłam dokładnie na odwrót. Czesia miała cały czas jedzenie i picie (przecież mogła być głodna!), spała ze mną w łóżku (cieplej, milej i przyjemniej) i oczywiście robiła ze mną dokładnie to, na co miała ochotę.

Natura zadecydowała. Ona była ALFĄ.

Mój mąż zawsze powtarza, że gdy ktoś chce być lubiany, to niech sobie psa weźmie. Ja powiem więcej, pies to gwarancja prawdziwej, bezwarunkowej i czystej miłości. Pies to kompan, który będzie z Tobą bez względu na wszystko, to przyjaciel, który rozumie. To zwierzę, które nawet źle traktowane, będzie wierne swojemu właścicielowi.

Posiadanie psa ma tylko jedną, okropną wadę. Psiaki nie żyją wiecznie.

Kiedy tak siedziałam i szukałam tematu na felieton, wystawiając na próbę cierpliwość Kochanej Naczelnej, nie sądziłam, że temat przyjdzie sam, nieoczekiwanie.Czesia odeszła dziś do psiego nieba. Nagle. W wieku trzech lat jej serduszko przestało pracować. Było tak pełne miłości, że nie wytrzymało.

Moje serce też pękło na tysiąc kawałów.

Zeszłoroczny felieton świąteczny zatytułowałam: śmierć i sraczka przychodzą znienacka. Nie sądziłam, że po roku będzie jeszcze bardziej aktualny. Kochajcie swoje psiaki mocno i pamiętajcie:

wszystkie psy idą do nieba

Autor: Anna Kulawik

Zapisz się na newsletter

No.10 Mint dostępny online i w salonach Empik

Copyright MINT Project design SHABLON

Pin It on Pinterest

Udostępnij ten artykuł!

Podoba Ci się ten post? Podziel się z nim ze znajomymi i rodziną, udostępniając w wybranym medium.