Domnika, Billie-Joy i ich paryskie życie
Paryż ciągnął ją od najmłodszych lat. Jako dziecko poznawała go dzięki opowieściom swojej babci. Zaraz po maturze wyjechała do niego na trzy tygodnie, poduczyć się języka… i została. Czym jest „dom” dla Polki w Paryżu? Poznajcie inspirującą historię naszej paryskiej redaktorki, Dominiki, która w Paryżu mieszka już prawie od 13 lat.

KUP TERAZ No. 10

Dominika zawodowo zajmuje się modą – jest dyrektorem sklepów marki Givenchy, a na swoim koncie ma również współprace z innymi, dużymi domami mody. Do wymarzonego Paryża wyjechała zaraz po maturze, a dzięki mężowi założyła w nim prawdziwy dom. Razem z ukochanym i roczną córeczką, Billie-Joy, prowadzą życie, w którym nie brakuje ogromu miłości, wsparcia i muzyki.
Dominika, kiedy i dlaczego wyjechałaś z Polski? I dlaczego akurat Paryż?
Mieszkam w Paryżu od 12 lat. Właściwie w tym roku mija 13. Wyjechałam zaraz po maturze. Najpierw na trzy tygodnie, żeby nauczyć się trochę języka, bo to było moje marzenie. Miłością do Paryża zaraziła mnie moja babcia, która była projektantką mody w, byłych już chyba, bo ta marka zniknęła już z rynku, Zakładach Odzieżowych „Cora”. Zawsze opowiadała mi o swoich podróżach i sprawiła, że tak chciałam zobaczyć stolicę mody. Bardzo podobał mi się też język francuski, pojechałam więc na trzy tygodnie… i zostałam. Poza tym, zawsze interesowałam się sztuką, więc postanowiłam studiować historię sztuki na Sorbonie.
Czym zajmujesz się zawodowo?
Od wielu lat pracuję w branży modowej, obecnie jestem dyrektorem sklepów marki Givenchy, ale wcześniej pracowałam też z innymi domami mody. Można powiedzieć, że trochę kontynuuję rodzinne tradycje, ale zajmuję się modą od strony pracy z klientem, a nie jak moja babcia, od strony kreacji.

Modę masz we krwi. A jak się żyje Polce w Paryżu? Czy coś cię tutaj zaskoczyło?

Dla 19 letniej dziewczyny Paryż był jednym wielkim zaskoczeniem. To było trochę takie zderzenie z rzeczywistością. Ta moja młodzieńcza wersja Paryża zawsze była wyidealizowana i faktycznie, znalazłam tu tą całą magię Paryża, ale znalazłam też brzydsze strony tego miasta. Wyjeżdżając w tak młodym wieku, zaczynając życie na nowo i ucząc się samemu życia, łatwo je spotkać. Początkowa bariera językowa również zrobiła swoje. To było trudne doświadczenie, ale patrząc z perspektywy nie żałuję niczego. Z czasem nauczyłam się nowego życia, nowego miejsca, i tu w końcu stworzyłam swój dom.

Dom – jaka jest twoja definicja tego słowa?

Banalnie to zabrzmi, ale dom to dla mnie miejsce, w którym po prostu dobrze i komfortowo się czuję. Myślę, że nie jestem osobą, która przywiązuje się do miejsca czy rzeczy materialnych. Takiego podejścia nauczyło mnie życie, bo od zawsze bardzo często się przeprowadzaliśmy, mieszkałam w różnych miejscach. Podróż do Francji była dla mnie kontynuacją tych przeprowadzek. W samym Paryżu przeprowadzałam się minimum osiem razy. To nauczyło mnie adaptować się do nowych miejsc i umiejętności odnalezienia się w nich. Bardzo ważni są dla mnie ludzie, którzy tworzą miejsce. Myślę, że moja definicja słowa „dom” to właśnie miejsce, w którym dobrze się czuje i w którym mam bliskie mi osoby. W Polsce też czuję, że jestem w domu, bo jest tam moja rodzina, tak samo czuję się we Francji, gdyż jest tu moja córka, mąż i przyjaciele.

Dom to dla mnie miejsce, w którym po prostu dobrze i komfortowo się czuję.

Zapisz się na mintowy newsletter!

Dołącz do naszej mintowej społeczności i poczuj miętę do dobrej lektury! Nasz newsletter to gwarancja dobrych treści! 

Jak poznałaś swojego męża?

Samuel jest bardzo ważną częścią mojego życia i bardzo ważnym rozdziałem w historii pod tytułem „Francja”, gdyż to właśnie dzięki niemu Paryż stał się naprawdę „moim” miejscem i to z nim stworzyłam tutaj prawdziwy dom. Mój mąż jest muzykiem. Poznaliśmy się w klubie, w którym pracował. Ja uwielbiam muzykę, jest ona w moim życiu bardzo ważna. Znajomość zaczęła się prozaicznie. Przez Internet wysyłaliśmy sobie muzyczne utwory, które lubimy. W tamtym czasie, zanim zostaliśmy rodzicami, oboje byliśmy nocnymi markami (o co w Paryżu nie trudno…). I tak te wzajemne muzyczne rekomendacje i zainteresowania doprowadziły nas do momentu, w którym zostaliśmy parą.

Brzmi to bardzo romantycznie. A jak wygląda Wasze codzienne życie teraz? Dzielicie się obowiązkami?

Tak, przynajmniej staramy się, bo niestety z naszymi odmiennymi rytmami życia jest to czasami bardzo trudne. Ale jestem kobietą, która naprawdę walczy o równouprawnienie i uważam, że zaczyna się ono w domu, a dopiero potem możemy walczyć o nie poza nim. Staram się więc, aby obowiązki w domu były podzielone. To dla mnie bardzo ważne.

 Czy Paryż to dobre miejsce do życia z maluchem?

Wiesz, to zabawne, bo naprawdę często słyszę to pytanie. Zadaje mi je bardzo wiele moich koleżanek z Polski. Myślę, że i tak, i nie. Jak każda metropolia, a Paryż jest jedną z największych na świecie, ma swoje dwa oblicza, pozytywne i negatywne, które decydują o codziennym standardzie życia tutejszych matek. Także sama Francja bywa trudnym krajem do życia dla młodej mamy. Urlop macierzyński trwa tu tylko 2,5 miesiąca. Jest to istotna bariera i problem. Już w ciąży musimy zastanawiać się, co zrobimy z dzieckiem zaraz po porodzie. To jest coś, co mnie bardzo zaskoczyło, że w takim kraju jak Francja, bardzo socjalnym, pozycja mam nie jest traktowana z większą troską. Myślę, że jak w większości krajów, tak i we Francji, brakuje refleksji i publicznego dyskursu na te tematy, co powoduje, iż młode mamy są pozostawione z tym problemem trochę same. Żeby jednak być sprawiedliwą, Paryż jest też cudownym miejscem do wychowywania dzieci, choćby ze względu na ilość i dostępność we wszystkich dzielnicach licznych parków, do których można z maluchami pójść. Dzięki temu dzieci mogą wychowywać się na zewnątrz, w bezpiecznych i uroczych miejscach, a nie zamknięte w domach. Tworzą się też miejsca, gdzie mamy mogą przyjść z maluchami i spędzić też trochę czasu bez pociech, a w kontakcie z innymi mamami. To zresztą mnie zainspirowało i dało do myślenia, czy wykreowanie takiego miejsca z ciekawą ofertą i programem nie byłoby dobrym pomysłem na inne życie, poza korporacją i zwrot w mojej karierze.

Paryż jest też cudownym miejscem do wychowywania dzieci, choćby ze względu na ilość i dostępność licznych parków. Dzięki temu dzieci mogą wychowywać się na zewnątrz, w bezpiecznych i uroczych miejscach, a nie zamknięte w domach.

Jakie widzisz różnice między polskim, a francuskim wychowaniem?

Staram się nie porównywać i nie oceniać tego, jakie wychowanie jest w Polsce, a jakie we Francji. Po prostu mamy z mężem swój styl wychowania, z którym od początku się zgadzaliśmy i nie mieliśmy żadnych problemów z ustaleniem, jakie chcemy dziecku wpoić wartości i jakie zasady będą obowiązywać w naszym domu. To było naturalne. Bywają różnice, które są uwarunkowane na płaszczyźnie społecznej. Ale to chyba naturalne w międzynarodowym związku, więc przechodzę nad tym do porządku dziennego i traktuję jako ciekawy element naszego życia.

Twoja córka ma na imię Billie-Joy, to bardzo oryginalne imię. Skąd mieliście na nie pomysł?

Historia tego imienia jest taka, że mój mąż, muzyk, bardzo chciał, aby imię nosiło w sobie jego inspiracje, które mają wpływ na tworzoną przez niego muzykę. Wybrał więc imię Billie. Z kolei ja zawsze marzyłam, aby moja córka nazywała się Róża albo Joy. Róża byłaby we Francji zbyt trudna do wymówienia, więc pozostał wybór Joy. Biorąc pod uwagę nasze problemy z zajściem w ciąży i późniejsze, w okresie ciąży i porodu, wybór stał się tym bardziej jasny i oczywisty. Pewnego wieczoru, pod koniec ciąży, jechaliśmy samochodem i prowadziliśmy którąś z kolei rozmowę na temat wyboru imienia, i ja po prostu wpadłam na pomysł, dlaczego by nie Billie-Joy? To od razu wpadło nam w ucho, było naturalne. Decyzja zapadła.

Wiem, że we Francji bardzo popularne są żłobki. Czy Billie-Joy też do niego chodzi?

Żłobki są nie tyle popularne, co praktyczne. Urlop macierzyński kończy się bardzo wcześnie, żłobek to pomoc i rozwiązanie problemu powrotu do pracy. Z drugiej strony, do żłobka bardzo trudno się dostać, bo jest naprawdę dużo wniosków. Billie-Joy nie chodzi do żłobka, bo nie było miejsca, a po drugie, biorąc pod uwagę godziny pracy mojego męża, byłoby bardzo trudno znaleźć taki żłobek, który by nam odpowiadał. Na razie to ja zostałam z Billie-Joy w domu. Po prostu chciałam skorzystać z szansy, że mogę to zrobić. Oprócz tego pomaga nam też niania.

Czego nauczyło cię macierzyństwo? Co w tobie zmieniło?
Zmieniło wszystko, naprawdę. Chociaż myślę, że może nie tyle zmieniło, co po prostu odkryłam w sobie jakieś cechy i uczucia, które wcześniej nie były mi znane. Myślę, że jak na świat przychodzi dziecko, to razem z nim odkrywamy w pewnym sensie świat na nowo.
Wróćmy na chwilę do twojej kariery. Wiem, że chcesz otworzyć concept store. Skąd ten pomysł? Możesz zdradzić coś więcej?

Pomysł, jak to często bywa, zrodził się z moich doświadczeń. Już gdy byłam w ciąży zauważyłam, że ciągle muszę szukać w Internecie czegoś na temat macierzyństwa. Gdy zostałam mamą okazało się, że jest wiele tematów, z którymi nie mogę sobie poradzić i znaleźć odpowiedzi. Poza tym, wszystkie rzeczy z wyprawki mojej córki pochodzą z Polski. Jest to w jakimś sensie zaskakujące, ale rzeczy produkowane dla dzieci w Polsce są bardziej interesujące, niż dostępne tutaj, we Francji. Rynek polski jest w tym zakresie o wiele bardziej rozwinięty. Nie chcę jeszcze zbyt wiele zdradzać. Ma to być przyjazne mamom miejsce, w którym nie tylko skompletują wyprawkę, ale też znajdą wsparcie i pomoc. Tak, aby początki macierzyństwa były dla nich łatwiejsze.

Wiem, że kupujesz w Polsce też zabawki, cenisz zabawki z metką „Made in Poland”. Promujesz je we Francji?

Promuję i często o nich rozmawiam. Najpierw przyciągały mnie te rzeczy, które są ładne i dobre jakościowo. Później, poznając bliżej osoby, które tworzą markę, okazywało się, że to młode, przedsiębiorcze kobiety, które uciekając od korporacji, postawiły na własny biznes. Ja to w stu procentach rozumiem, popieram i pomagam jak tylko mogę. Na początku kupowałam te cuda dla swojej córki, a potem wpadłam na pomysł, że bardzo dobrze sprzedawałyby się również we Francji.

Jakie są twoje ulubione polskie marki?

Lubię i cenię wiele polskich marek. Bardzo lubimy ręcznie robione opaski marki Ulandka. Z ubranek nasz hit to body od Hej Popinjay! Dla siebie chętnie kupuję Oh! Mess i bardzo cenię markę Kafka Concept. Jeśli chodzi o zabawki, zawsze wybieram te dobrej jakości i takie, które mi się po prostu podobają. Mamy więc mobile z Pracowni Mobili, lalki byKrawcowa, no i Maki Mon Ami, uwielbiamy! Oczywiście obie z Billie-Joy nosimy też Looks by Luks. Właścicielka marki, Sylwia, jest fajną osobą, i nie dość, że robi piękne produkty, to wspiera kobiety walczące z rakiem. Popieram!
Tęsknisz za Polską? Czegoś ci brakuje? Myślisz o powrocie?
Jedzenia! (śmiech) A poważnie, to jednak czasami brakuje mi rodziny. I przyjaciół, których znam od urodzenia, i z którymi do tej pory jestem w kontakcie. To są emocje, których faktycznie brakuje tu i gdziekolwiek indziej bym nie żyła, ale nie myślę o pwrocie do Polski. Kierunkiem, w którym być może udamy się za jakiś czas, jest Azja. Dużo tam podróżowałam i cenię Azję za jakość życia, kulturę i możliwości w kwestii edukacji. Ważny jest też dla nas klimat. Chciałabym żyć w ciepłym miejscu, więc coraz częściej myślimy właśnie o Azji. Niestety, oboje mamy rodziny w Europie, więc w tej chwili to dla nas zbyt odległe rejony. Na razie jest więc to tylko projekt-marzenie. 
 
Dziękuję za rozmowę i czekam na relację z Twojego concept store’u.

Jeśli jeszcze Ci mało Paryża, zajrzyj do cudownej sesji Kariny Papadopoulos, która w tańcu fotografowała Emilię Sambor na paryskich ulicach – KLIKNIJ TU.

podobne artykuły

Zapisz się na newsletter

No.10 Mint dostępny online i w salonach Empik

Copyright MINT Project design SHABLON

Pin It on Pinterest

Udostępnij ten artykuł!

Podoba Ci się ten post? Podziel się z nim ze znajomymi i rodziną, udostępniając w wybranym medium.