ROZMOWA: Z MAJĄ KOMAN / BALETOWA LEKCJA BUNTU

Podobno niczego się nie boi. A już na pewno nie głośnego wyrażania swojego zdania w sprawach dla niej ważnych. Może właśnie dlatego uważana jest za bardzo ważny głos kobiecej rewolucji.  Maja Koman – piosenkarka i autorka tekstów – rozmawiamy o życiowych krokach. O tym, czy warto przez świat przechodzić z subtelnością baleriny, czy lepiej czasem zacisnąć pięści i biec przed siebie w podziurawionych trampkach.

***

Biegasz?

Zdecydowanie tak. Po pierwsze – dla sylwetki, a po drugie – pomaga mi się to wyżyć, na przykład po całym dniu z dwójką dzieci.

Po swoim urodzinowym koncercie też biegałaś. Dużo emocji?

Tak. To był pierwszy koncert z premierowym materiałem. Mama wpadła na pomysł, żeby to połączyć z moimi trzydziestymi urodzinami. Znajomi – zamiast prezentów – dawali mi „znaleźne” na poczet produkcji trzeciej płyty. Przyszło też dużo fanów.

I pewnie było wiele wzruszeń?

Jasne, ale było też dużo emocji związanych z logistyką: żeby zgrać zespół, zrobić próby itp. Wszystko naraz. Potem rozmowy z wieloma osobami, bardzo pozytywne. Po każdym koncercie tak jest – najpierw  dajesz z siebie wszystko, adrenalina działa, a potem  jest zjazd , jak w sporcie – robisz rozgrzewkę, następnie emocje są coraz większe, większe, w końcu opadają i chce się tylko jeść, spać… [śmiech].

Skoro już rozmawiamy o nowym albumie, co planujesz?

Będzie mocno nawiązywał do pierwszego. Mogłabym to nazwać rozrywkową muzyką filmową. Będzie bardzo melancholijnie, z kontrabasem, harfą i sączącymi się dźwiękami gitary. Klimaty trochę islandzkie. A, no i po angielsku.

Dlaczego?

Bo marzy mi się ruszyć za granicę. Był już album po polsku. Na tym też pojawią się jeden albo dwa utwory. Wracam jednak do korzeni, bo ludzie – tak zauważyłam – najbardziej lubią mnie w takiej odsłonie, a i ja w takiej najbardziej lubię tworzyć.

W co tym razem uderzysz? Czyim głosem chcesz być?

A i widzisz – tym razem mniej chodzi o teksty. Jasne, pojawi się warstwa słowna, ale nie jest to jakiś manifest, wyraz wielkich poglądów. Ważniejsza będzie muzyka. Chcę, żeby – nawet gdyby zdjąć tekst – było przyjemnie do słuchania. Otworzyłam się też na nie swój tekst. Parę propozycji wysłała do mnie Marta Strzelecka, jedna z nich spodobała mi się szczególnie. O! Są też dwa teksty angielskie, też nie moje.

Bałaś się tego?

Nie, ja się niczego nie boję [śmiech]. W sumie to jest częste pytanie dziennikarzy: „A nie bałaś się wyjść z drugą, trzecią płytą?”. Człowiek, który nie ryzykuje, boi się porażki, nie ma po co tworzyć. Biorę coś, sprawdzam, wykorzystuję i albo to przejdzie, albo nie.

Jak to jest z Twoim językiem? Dlaczego chcesz pisać po angielsku? Uważasz, że nie da się wyrazić emocji po polsku?

Wydaje  mi się – podobnie zresztą jak wielu artystom – że po prostu lepiej śpiewa się po angielsku. Miałam nie mówić „po prostu”. Mój wujek polonista mówił mi, żeby nie mówić tak, bo to jest brzydkie. Będę się starać nie mówić „po prostu”. No, ale wracając do tego angielskiego… Kurczę, no, mam do tego możliwości, bo o ile mówię z akcentem polskim, o tyle śpiewam bez niego. Chodzi bardziej o emocje muzyczne w śpiewie. Lepiej, tak mi się wydaje, mój wokal brzmi po angielsku.

Proszę, proszę – tu taka piękna refleksja nad poprawnością językową, a w Internecie czytam, że Maja Koman podobno dużo przeklina. Ale nie pytam o to bez powodu…

Wiem, do czego pijesz. Z tym moim buntem w mediach to też jest trochę nadmuchane. To wcale nie jest tak, że specjalnie się przeciwko czemuś buntuję. Ja taka jestem – czasami trochę odklejona od norm społecznych. Czasem chce mi się coś powiedzieć i wydaje mi się, że mogę. A czasami wypadałoby może jednak przemilczeć…

Wiesz pewnie, od czego zaczęłam słuchanie Twojej muzyki…

Od Babci  [utwór Babcia mówi, – przyp. red.].

Właśnie. Jak po czasie ją oceniasz?

Ja tej Babci nie znoszę od momentu, kiedy ją napisałam. To jest utwór, którego w ogóle nie miało być na płycie, który napisałam dla żartu. Zupełnie nie przypuszczałam, że wyrzuci mnie na falę. Ktoś kiedyś powiedział, że wystarczy chwila nieuwagi i powstaje hit.


Autor: Emilia Klimasara / Zdjęcie: Robert L Baka

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ