ROZMOWA: Z WOJCIECHEM BŁACHEM / OJCIEC (NIE)DOSKONAŁY

Dzieci nauczyły go panować nad ego i odpuszczać kontrolę. To przy nich poczuł, że jego świat się poukładał, a on skupił na tym, co naprawdę ważne. Wojciech Błach – aktor, mężczyzna dojrzały, świadomy ojciec i człowiek pełen wewnętrznego spokoju.

***

Rozmowa z Wojciechem Błachem

Pamiętasz ten moment, gdy po raz pierwszy poczułeś się ojcem?

To ciekawe, bo dużo wyraźniej pamiętam, gdy po raz pierwszy zapragnąłem być ojcem. Na długo, zanim dziecko pojawiło się na świecie. Skończyłem wtedy studia, byłem pierwszy rok w teatrze i niespodziewanie dla samego siebie kupiłem olbrzymią lodówkę. To było dziwne, bo w akademikach czy w domu aktora wszyscy mają małe kwadratowe lodóweczki, a ja kupiłem od razu wielką rodzinną szafę. Do tego cały czas dążyłem, by mieć duży stół, taki, przy którym usiądzie więcej osób. To mi uświadomiło, że chciałbym stworzyć rodzinę. Już nie tylko z kobietą, ale też taką z dzieckiem. Przez ten pryzmat patrzyłem później na partnerki życiowe. Przestało mi wystarczać chodzenie za rękę z różyczką w dłoni. Nie szukałem już towarzyszki na randki, imprezy i do kina, to był wybór kobiety, z którą zbuduję rodzinę.

Kiedy Bruno, Twój pierwszy syn, pojawił się na świecie, miałeś prawie czterdzieści lat. Czy to, że byłeś już dojrzały, wpłynęło na Twój styl tacierzyństwa?

Zdecydowanie. Wydaje mi się, że starsi rodzice mają więcej obaw, a przez to dziecko jest bardziej bojaźliwe. Młodość ma odwagę, impuls i instynkt. Młodość najpierw działa, potem myśli. A dzieci starszych rodziców są mniej spontaniczne i nie rzucają się od razu na głęboką wodę. Bruno, który ma teraz siedem lat, charakteryzuje się – jak ja to nazywam – „zdyscyplinowaną spontanicznością“. Paradoks, oksymoron – kontroluje to, co nie powinno być kontrolowane. Wszystko, co robi, jest w granicach rozsądku. Muszę go namawiać: „bądź bardziej bandziorem“, „musisz być trochę bardziej niegrzeczny“. Ale widzę wyraźnie, że przebojowość łokciowa jest domeną dzieci młodszych rodziców. Ci starsi przez przegadanie, zarzucenie dziecka intelektem tworzą niekiedy takich „małych starych“.

Wiem, że uczestniczyłeś w obu porodach swoich dzieci. Towarzyszył Ci lęk czy może wzruszenie?

Czułem raczej mobilizację. Nie było strachu, bo on nie jest pomocny. Gdy ja radzę sobie ze swoim lękiem, mogę dać partnerce prawdziwe wsparcie. To kolejny plus późnego tacierzyństwa miałem czas, żeby się tego nauczyć. To nasze ego się boi, to ono mówi: nie idź tam, przestrasz się, po co facet przy porodzie?. Ja już nie daję się na to nabierać. Wyraźnie pamiętam drganie oddechu i serca. Gdy najsilniejsze emocje opadły i przyszła refleksja, zauważyłem, że z mojej pamięci wydobywają się niemożliwe obrazy. Widziałem jak to ja, mały, moimi oczami patrzę na swoje niemowlęce ręce i czułem niemoc rozłożenia dłoni. To zadziwiające, że moje dzieciństwo wraca do mnie we wspomnieniach i to w takim filmowym kadrze POV, z punktu widzenia patrzącego. Rzeczy, których nie pamiętałem, przychodzą, gdy obserwuję swoje dzieci. Poczułem wtedy, że nieśmiertelność istnieje.

Co zmieniło w Tobie ojcostwo?

Trudno odróżnić, co zmieniło ojcostwo, a co wiek. Na pewno, gdy usłyszę o tym, że dziecko jest krzywdzone, to w ułamku sekundy rodzi się we mnie taka siła, która sprawia, że byłbym w stanie nawet zabić. Moja wrażliwość na krzywdę wzrosła. Inną istotną rzeczą jest to, że nie marnuję życia na masowanie swojego ego. Szkoda mi czasu na pozorne działania, na offowe projekty za darmo, by podnosić swoje poczucie wyjątkowości, gdy czeka na mnie dom i rodzina. Wierzę w to, że każdy jeden dzień, który spędzam z żoną i synami, buduje ich jako ludzi. Każda godzina obecności z dzieckiem jest ważniejsza niż moja godzina łechtania swojego ego. To mi, jako człowiekowi, daje zdecydowanie więcej, niż gdybym tracił czas na pielęgnowanie ego.

Stawiasz na ilość czy jakość, jeśli chodzi o czas spędzany z synami?

Moja sytuacja rodzinna należy do tych bardziej skomplikowanych. Bruno ma inną mamę, a Jeremi inną, ale mimo że żyjemy na dwa domy, kierujemy się przede wszystkim dobrem dzieci. Stawiam więc na ilość, która daje jakość. Chcę być obecnym i świadomym ojcem. Wtedy łatwiej o intuicję wobec dziecka. Można je lepiej zrozumieć, dostrzec, które zachowanie, z czego wynika. Dziecko nie daje kredytu zaufania na całe życie, trzeba o tę więź dbać. Pierwsze lata to bezkarne budowanie swojego autorytetu na bezgranicznie ufającej zapatrzonej w rodzica małej istocie, a kolejne lata to już konsekwencja i efekty poprzednich lat. Tu już musi się pojawić zaufanie, a co za tym idzie – odpowiedzialność, a na to jest zaledwie parę lat. Czas nie zwolni.

Kiedy Bruno, Twój pierwszy syn, pojawił się na świecie, miałeś prawie czterdzieści lat. Czy to, że byłeś już dojrzały, wpłynęło na Twój styl tacierzyństwa?

Zdecydowanie. Wydaje mi się, że starsi rodzice mają więcej obaw, a przez to dziecko jest bardziej bojaźliwe. Młodość ma odwagę, impuls i instynkt. Młodość najpierw działa, potem myśli. A dzieci starszych rodziców są mniej spontaniczne i nie rzucają się od razu na głęboką wodę. Bruno, który ma teraz siedem lat, charakteryzuje się – jak ja to nazywam – „zdyscyplinowaną spontanicznością“. Paradoks, oksymoron – kontroluje to, co nie powinno być kontrolowane. Wszystko, co robi, jest w granicach rozsądku. Muszę go namawiać: „bądź bardziej bandziorem“, „musisz być trochę bardziej niegrzeczny“. Ale widzę wyraźnie, że przebojowość łokciowa jest domeną dzieci młodszych rodziców. Ci starsi przez przegadanie, zarzucenie dziecka intelektem tworzą niekiedy takich „małych starych“.

Rozmowa z Wojciechem Błachem


Rozmawiała: Izabela Janiszewska / Zdjęcia: Krystyna Sarnacka

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ