ROZMOWA: Z KAROLINĄ FERENSTEIN-KRAŚKO / LEKCJE SZCZĘŚCIA

Gdy umawiamy się na rozmowę jest początek sierpnia. Pomimo lata jest nieustannie w biegu, między firmą, stadniną, mężem i trojgiem dzieci. A mimo to bije z niej spokój i radość. Swoją siłę czerpie z natury, bo jak twierdzi, to koniom zawdzięcza to, że żyje. I choć pojawia się na okładkach magazynów, to najciężej pracuje na sukces, o którym nie trąbią wielkie stacje telewizyjne. Bo ten sukces to uśmiech na twarzach najbliższych i własne spełnienie. Karolina Ferenstein – Kraśko opowiada o tym, jak smakuje prawdziwa wolność.

***

KAROLINA FERENSTEIN - KRAŚKO

W jakim momencie życia Cię spotykam?

Nie zastanawiam się nad tym. Zauważyłam, że im jesteśmy starsi, tym mniej są nam potrzebne analizy i badanie swojego podejścia do życia, odpuszczam to sobie. Wierzę, że żyć trzeba pełną piersią i jeśli tylko można, to realizować swoje pasje i plany. Nie zastanawiać się za bardzo, bo im bardziej wszystko analizujemy, tym więcej skupiamy się na myśleniu, a nie na życiu. W moim kalendarzu nie ma miejsca na egzystencjalne rozterki.

Czyli raczej serce niż rozum?

Zdecydowanie serce. Rozsądek jest na drugim miejscu. Może dlatego robię to, co czuję, że mnie napędza. Spełnienie odnajduję w wielkiej rodzinie, realizacji zawodowej i powrocie do mojej największej pasji – jeździectwa.

„Koniom zawdzięczam nie tylko to, jak żyję, ale pewnie i to, że w ogóle żyję” to cytat z Twojej książki „Konie, pasja od pokoleń”. Co chciałaś przez to powiedzieć?

Jestem trzecim pokoleniem jeźdźców w mojej rodzinie, moje dzieci już czwartym. Mój dziadek Ludwik urodził się w 1899 r., a więc nasza jeździecka historia zaczyna się jeszcze w XIX wieku. Dziadek był ułanem, uczestnikiem trzech wojen, a w czasie I wojny światowej – ochotnikiem. Jego codzienność to były walki wręcz, to, czy danego dnia przeżyje, zależało od jego fechtunku, sprawności i szczęścia, ale w ogromnej mierze również od szybkości, sprytu i odwagi konia, na którym jeździł. Oni byli teamem, żeby przeżyć, musieli zaufać sobie w pełni. W swoich pamiętnikach z wyprawy pod Kijów i z powrotem dziadek wiele razy opisywał, że brakowało im jedzenia. Ale jakoś nigdy nie brakowało im szampana. Każdego wieczora pierwszy toast pili za zdrowie oficerów, a drugi za zdrowie koni. Więc gdyby nie konie, które dbały o życie mojego dziadka, nie rozmawiałybyśmy.

KAROLINA FERENSTEIN - KRAŚKO

PRZECZYTAJ WIĘCEJ W

MINT NR 7


Rozmawiała: Iza Janiszewska

Zdjęcia: Ratuszyński Foto

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ