Sylwię Stano i Zofię Karaszewską pierwszy raz spotykam podczas Festiwalu Literacki Sopot, dokładnie na miesiąc przed premierą ich wspólnej książki Ada, to wypada! Dziś wracam do rozmowy, bo ciągle mi mało. Rozmawiamy o wspomnieniach z dzieciństwa, o rodzinnych relacjach, o przyjaźni, o korzeniach, dzięki którym odnalazły one własne miejsce na ziemi oraz o książce, która według mnie powinna stać na półce każdej kobiety. Sylwia i Zofia przedstawiają w niej bowiem historie kobiet inspirujących i wyjątkowych, ale przede wszystkim odważnych, które zawalczyły o siebie i swoje marzenia.

***

Sylwia Stano i Zofia Karaszewska

Aleksandra Adamiak: Myślę, że zgodzicie się ze mną, że od jakiegoś czasu sposób wychowywania dzieci się zmienił. Oczywiście, od zawsze, dominowało kilka modeli wychowawczych: skrajnie – od rozpieszczania po tzw. wychowanie spartańskie. A jak było? I jak jest u Was? Czy możecie zgodzić się, że dziecko z chwilą narodzin to tabula rasa, którą powinniśmy kształtować? Czy wystarczy to, że będziemy je kochać, a ono samo znajdzie swoją drogę? Jak znaleźć ten złoty środek?

Sylwia Stano: Jasper Juul powiedział, że dzieci nie potrzebują wychowania, ale mądrego przewodnictwa. Zgadzam się z tym. Dziecko z chwilą narodzin ma już swój charakter! U moich synów, których kocham nad życie, widzę wiele wspaniałych cech, m.in. odwagę i pewność siebie. Nie chcę tego niszczyć. Sama się od nich często uczę (śmiech) i wspieram ich w tym. A jeżeli są jakieś aspekty ich charakteru, które dla nich są trudne, to staramy się znaleźć sposób, żeby sobie z nimi też radzić. Mam jednak silne poczucie, że przygotowuję ich do dorosłego życia. Że jestem z nimi przez chwilę i staram się jak najlepiej wykorzystać ten czas. Poza tym uwielbiam ich!

Mam to szczęście, że mam starszą siostrę. Kiedy ona się urodziła, była moda na tzw. zimny chów. Dziecko miało jeść co trzy godziny i nie wolno było go brać na ręce. Nasza mama bardzo ciężko to znosiła, siostra zresztą też! Kiedy ja się urodziłam, mama była już trochę pewniejsza siebie i trochę mniej słuchała ekspertów od dzieci. Myślę, że to jest niesamowite, jak bardzo dużo czasu zabiera kobietom zaufanie sobie. Chciałabym usłyszeć te wszystkie piękne rady, które mówiły bohaterki naszej książki, jak byłam małą dziewczynką. Chciałabym też, żeby usłyszała je moja mama, kiedy sama była mała.

Zofia Karaszewska: Jak to często w życiu bywa, najlepszy jest złoty środek, czyli wspieranie dziecka miłością w samodzielności. To nie jest łatwe, ale rodzicielstwo to bardzo trudne zadanie, zawsze się śmieję, że mamy mają dodatkowy fakultet – z macierzyństwa.

Gdy urodziła się moja córka, a mój syn miał wtedy niecałe 3 lata, zrozumiałam, że o żadnej tabula rasa nie może być mowy. Dzieci dorastające w jednej rodzinie, z takimi samymi zasadami, mogą być diametralnie różne. Myślę, że mimo ogromu miłości, troski i starannego wychowywania, nie mamy wpływu na wszystko. Ale to w sumie jest piękne! Każde dziecko jest wyjątkowe, a zadaniem rodzica jest otoczenie go miłością i wspieranie. Oczywiście wspaniale, jeśli możemy dawać dzieciom różne możliwości wyrażania siebie, jeśli mogą próbować nowych aktywności, ale czasami na niektóre pasje po prostu nie mamy wpływu. Mój syn jest na przykład „książkocholikiem” (śmiech). Czasem martwi mnie, że nie gania po podwórku razem z gromadą przyjaciół, jak moja córka, ale on woli czytać. Powiedział mi też ostatnio, że to moja wina, bo przekazałam mu gen „czytacza”.

Wiele z naszych bohaterek wspomina, że książki były dla nich ważne w kształtowaniu siły charakteru. Marta Sziłajtis-Obiegło w rejs dookoła świata zabrała wiele ważnych dla siebie lektur, które pozwoliły jej pokonać samotność, a Kamila Szczawińska, gdy jeździła na pokazy mody po całym świecie, zawsze miała ze osobą walizkę pełną książek. Mamy wielką nadzieję, że „Ada, to wypada!” też stanie się taką ważną lekturą.

PRZECZYTAJ CAŁĄ ROZMOWĘ

W MINT NR 7


Rozmawiała: Aleksandra Adamiak

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ