Życie na roślinach, życie na 100 %

Wraz z początkiem kwietnia polski świat książkowy został zasilony o pozycję nie tylko mądrą i potrzebną, ale także niezwykle uroczą. „Mama na roślinach” Asji Michnickiej to bardzo uczciwa, niejednokrotnie intymna opowieść o życiu wege. Autorka nie moralizuje, ale uchyla drzwi swojego domu. Dlaczego życie na roślinach to o wiele więcej niż wyłącznie „niejedzenie mięsa”. Na to pytanie i kilka innych o uroki wege codzienności odpowiada mi sama Asja.

Mama na roślinach książka dla miłośników wege

Rozmawiała: Maja Sowińska

KUP TERAZ No. 10

Co sprawiło, że ,,rzuciłaś mięso”? Artykuł, film dokumentalny, inspirujące spotkanie?

Asja Michnicka: U mnie to był proces dość powolny, bo teraz już wiem, że zabrałam się za to nie tak, jak powinnam. Każdy z nas jest inny, ale u mnie sprawdziło się stopniowe eliminowanie mięsa czy nabiału z diety, a nie rzucenie tych produktów z dnia na dzień. Działanie pod wpływem impulsu tylko sprawiło, że co jakiś czas zdarzały mi się jeszcze „wpadki, szczególnie, gdy byłam bardzo młoda – w czasach licealnych.

Na pewno duży wpływ na moją decyzję o niejedzeniu zwierząt miały kampanie społeczne organizacji zajmujących się prawami zwierząt, najpierw to była Fundacja Viva! Akcja dla zwierząt i ich kampania przeciwko wywozowi koni na rzeź, później już poszło i zaczęłam zagłębiać się w fakty na temat hodowli przemysłowej. Wstrząsnęło mną to na tyle, że postanowiłam nigdy więcej nie jeść mięsa. Ale całkowicie zrezygnowałam, gdy umiałam dobrze zbilansować moją dietę – bez tego nie czułam się najlepiej, nie wiedziałam, co mam jeść, jakie produkty roślinne są sycące i pożywne, nie wiedziałam, że suplementacja witaminy B12 jest konieczna.

Inspirujących filmów o diecie wegańskiej jest dużo, ale też trzeba wiedzieć, które mówią prawdę i opierają się na faktach, a które lekko naciągają je pod określoną tezę. Jestem daleka od polecania „filmów z YouTube’a”, bo uważam, że argumentów naukowych za dobroczynnością diety roślinnej i ograniczeniem czy wstrzymaniem chowu przemysłowego jest naprawdę sporo, więc lepiej właśnie te treści powtarzać i nimi się podpierać – bardziej niż teoriami spiskowymi.

Dla mnie powody, dla których ktoś nie je mięsa nie są aż takie ważne – liczy się to, że coraz mniej osób sięga po produkty odzwierzęce. Względy etyczne, zdrowotne, ochrona środowiska czy wspomniana „moda” na bycie wege – każdy powód jest OK.
Mama na roślinach Asji Michnickiej
książka Mama na roślinach

Co powiedziałabyś komuś, dla kogo dieta bezmięsna jest jedynie fanaberią albo modą?

Dla mnie powody, dla których ktoś nie je mięsa nie są aż takie ważne – liczy się to, że coraz mniej osób sięga po produkty odzwierzęce. Względy etyczne, zdrowotne, ochrona środowiska czy wspomniana „moda” na bycie wege – każdy powód jest OK. To, co bym jednak polecała, to zgłębienie tematu bilansowania diety. Często spotykam się z tym, że ktoś „rzuca” mięso i nie „zastępuje” go niczym. Albo przestaje pić mleko krowie i nie wie, w jakich produktach roślinnych znajduje się wapń. To jest ważne i warto zasięgnąć porady dietetyka, który zna się na dietach roślinnych. W innym wypadku podejrzewam, że niejedzenie mięsa będzie chwilową „modą”, bo ciężko wytrwać na niedoborowej diecie.

Dobrym rozwiązaniem dla niektórych, bo uważam, że nie każdy musi od razu być weganinem czy weganką, jest ograniczenie spożywania mięsa i produktów odzwierzęcych. Fleksitarianizm jakiś czas temu wkradł się do mainstreamu, a chodzi po prostu o jedzenie mięsa „od czasu do czasu”, czyli pozwolenie sobie na odstępstwa od postanowień. To bardzo pomaga, okazuje się, że gdy nie rezygnujemy z mięsa „na zawsze”, ono aż tak nas nie „kusi”. Warto też zapoznać się z takimi akcjami jak Roślinne Poniedziałki, organizowane przez RoślinnieJemy czy Veganuary (a w Polsce podobne Zostań wege na 30 dni).

 

Zapisz się na mintowy newsletter!

Dołącz do naszej mintowej społeczności i poczuj miętę do dobrej lektury! Nasz newsletter to gwarancja dobrych treści! 

Żyjemy w czasach paradoksów – z jednej strony bardzo duża świadomość i dostęp do wiedzy, z drugiej ignorancja i życie ,,na zupkach chińskich”. Czy to, co jemy, wpływa na to, jak się czujemy i jacy jesteśmy? Czy warto aż tak się tym przejmować?

Moim zdaniem warto. To, co jemy ma wpływ na działanie całego naszego organizmu, ale nie tylko. Ma wpływ na stan naszej planety, na to, co jedzą nasze dzieci i jakich nawyków żywieniowych ich uczymy, na cierpienie zwierząt, które czują ból tak samo jak my. Więc tak naprawdę nasze codzienne wybory – tego, co położymy na talerze, mają ogromną moc. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy i, oczywiście, zjedzenie awokado, które leci do nas z daleka czy kupnego batonika z kiepskim składem nie będzie tragedią, ale na co dzień warto wprowadzać dobre rozwiązania – kupować lokalnie, jeść dużo sezonowych warzyw i owoców, ograniczyć siatki foliowe i plastikowe opakowania do minimum.

Na pewno dobrze zbilansowana dieta, dopasowana do nas indywidualnie wpłynie na to, jak się czujemy. Warto wspomóc się wiedzą doświadczonego dietetyka, próbować nowych przepisów, wprowadzić do diety więcej warzyw. Mięsny obiad zastąpić kilka razy w tygodniu wegetariańskim czy wegańskim. Przełamać trochę ten stereotyp, że tylko mięsem można się najeść. Mięso jest bardzo sycące, ale równie sycące są strączki, kasze, warzywa, orzechy.

W książce ,,Mama na roślinach” rozwiewasz wiele lęków, czy diety wegańska/wegetariańska nie są zbyt kosztowne i czy zapewniają wszystko, czego organizm potrzebuje, zwłaszcza w okresie ciąży i karmienia. Jak to jest? Masz jakiś szczególny trop, skąd biorą się nasze stereotypy w myśleniu o sprawach żywienia?

Z niewiedzy i strachu, jak większość uprzedzeń. Osobom, które nie znają kuchni roślinnej kojarzy się ona z przysłowiowymi „trawą i kamieniami”. Albo z zielonym koktajlem, który ciężko wypić ze smakiem (jak się nie wie, co tam do niego można dodać, aby ten smak polepszyć). Często spotykam się z opinią, że dieta roślinna to ta „zdrowa”, słodycze są z daktyli, a kotlety z buraka. Tymczasem mamy mnóstwo wegańskich „prawdziwych” słodyczy, do Polski właśnie wchodzi roślinne „mięso” smakiem identyczne jak to ze zwierząt, kilka rodzajów napoi roślinnych znajdziemy w osiedlowym sklepie. Weganizm ma wiele obliczy, a ten „zdrowy” jest tylko jednym z możliwych.

Ale wracając do kobiet w ciąży i mam karmiących piersią, myślę, że obawa o ewentualne niedobory wynika z kilku kwestii. Na pewno wpływ ma fakt, że często, gdy kobieta zachodzi w ciążę, dajemy sobie prawo do komentowania jej wyborów, bo teraz jest „odpowiedzialna nie tylko za siebie”. Tymczasem, pomijając to, że nic nikomu do tego, jakie kobiety podejmują decyzje, okazuje się, że wiele wegetarianek i weganek świetnie wie, co ma jeść, żeby dostarczyć sobie i dziecku wszelkich niezbędnych składników odżywczych. Trochę tak jest, że nam, wegankom, patrzy się na ręce, jeśli chodzi o dietę w ciąży, co jest dla mnie absurdalne w kontekście tego, że kobietom, które odżywiają się tradycyjnie nikt do talerza nie zagląda. Oczywiście to, jak odżywia się przyszła mama powinno być jednym z tematów w gabinetach ginekologów – w końcu to, co jemy na realny wpływ na rozwój płodu, ale nie na zasadzie powielania mitów, że wegemama urodzi chore dziecko (serio, takie opinie słyszane od ginekologów cały czas się zdarzają).

Druga kwestia, to nasz brak podstawowej wiedzy o żywieniu. Wiadomo, od tego są dietetycy i świetnie, że dla coraz większej liczby dietetyków dieta roślinna nie stanowi wyzwania, ale moim zdaniem my też powinniśmy wiedzieć, w czym jest żelazo, co jest pełne wapnia, które produkty są napakowane białkiem. Często nabywamy tę wiedzę trochę za późno, gdy już mamy jakieś niedobory, i okazuje się, że wystarczyłoby łączyć produkty pełne żelaza z produktami bogatymi w witaminę C w diecie, aby zapobiec anemii.

Uwielbiam pokazywać synkowi nowe smaki, zapachy. Taka otwartość w rozszerzaniu diety dziecka pozwoliła mi spojrzeć na temat jedzenia raz jeszcze, od nowa.
Wspominasz też w książce,,Mama na roślinach”, że w tym wszystkim nie chodzi o samo tylko jedzenie. Piszesz o atmosferze rodzinnej, domowej kulturze i relacjach. Jak to się ze sobą łączy?
To wszystko szalenie się ze sobą łączy! Zawsze starałam się, aby nie jeść w biegu (choć czasem się zdarza, wiadomo) czy myśleć o tym, co i jak jemy. Jednak dopiero, gdy moje dziecko było gotowe do rozszerzania diety, poczułam jak to jest ważne, aby jeść w dobrej atmosferze, razem, mieć to samo na talerzach i cieszyć się ze wspólnego czasu. Uwielbiam pokazywać synkowi nowe smaki, zapachy, zabierać go do miejsc, w których lubiłam jeść, zanim pojawił się na świecie. Patrzeć, jak nasze kubki smakowe są różne i to, czym ja się zajadam, wcale nie jest według niego najsmaczniejsze. I na odwrót. Taka otwartość w rozszerzaniu diety dziecka pozwoliła mi spojrzeć na temat jedzenia raz jeszcze, od nowa.
książka dla wegan Mama na roślinach
kulki mocy książka Mama na roślinach
warto przeczytać książkę Mama na roślinach
Mama na roślinach. Dieta wegetariańska i wegańska dla kobiet w ciąży i mam karmiących piersią, Asja Michnicka, Wydawnictwo Buchmann

Bardzo dużo dała mi też książka „Bobas lubi wybór” o metodzie rozszerzania diety BLW – opartej na szacunku do dziecka, jego preferencji i wyborów. Weszliśmy w BLW na 100 procent i to była świetna decyzja. Nasze dziecko je samodzielnie od początku, my w tym czasie też jemy, to samo, możemy cieszyć się wspólnym czasem i atmosferą, która jest wolna od „jeszcze jednej łyżeczki”. To dla mnie bardzo ważne, aby od małego tworzyć dobre relacje z jedzeniem, wierzę, że to zaprocentuje w przyszłości.

 

Serdecznie tego życzę i dziękuję za rozmowę.

moda w ciąży - moce mamy

podobne artykuły

Zapisz się na newsletter

No.10 Mint dostępny online i w salonach Empik

Copyright MINT Project design SHABLON

Pin It on Pinterest

Udostępnij ten artykuł!

Podoba Ci się ten post? Podziel się z nim ze znajomymi i rodziną, udostępniając w wybranym medium.