REPORTAŻ: W KOLEJCE PO SERCE

Co czuje rodzic, gdy wie, że jego dziecko może uratować jedynie śmierć innego dziecka, osoby dorosłej lub cud? Trzy istnienia i trzy historie. Łączy je przekonanie o kruchości ludzkiego życia i konieczności walki.

***

Co roku w Polsce na świat przychodzi 3,5 tysiąca dzieci z chorobami serca. Większość z nich udaje się lekarzom wyleczyć. Inne, takie jak niespełna dwuletnia Anielka, umierają, czekając na przeszczep serduszka. Powód? Transplantacja narządów wśród dzieci praktycznie w Polsce nie istnieje. Na przestrzeni lat 2015-2017 w naszym kraju przeprowadzono osiemnaście przeszczepów serca u dzieci do osiemnastego roku życia, w tym u dzieci do trzeciego roku życia tylko jeden, kolejny był u dziecka w wieku lat 8. Oczekujących na nie dzieci jest rocznie co najmniej kilkadziesiąt. Większość z nich nie ma szans na życie bez nowego organu.

Walczy pomimo śmierci córki

– Nie było nam dane patrzeć, jak córeczka dorasta, nie będziemy obserwować jej sukcesów – mówi Jadwiga Hermanowicz. Jak zaczyna się jej historia? – Anielka miała dziesięć miesięcy, kiedy zaczęła pokasływać. To była pierwsza infekcja w jej życiu. Nikt nawet nie pomyślał, że może przynieść coś złego. Przecież nie ma dziecka, które nie choruje. Tak wówczas myśleliśmy. Niestety u nas okazało się, że ten niewinny kaszel jest oznaką ciężkiej niewydolności serca. Macie nieuleczalnie chore dziecko. To usłyszeliśmy od lekarzy – opowiada Jadwiga. – Szybko okazało się, że lekarze nie są w stanie zagwarantować nam kolejnego tygodnia, kolejnego dnia życia córki, a ja wciąż pytałam ich, czy ona dorośnie i założy własną rodzinę.

Anielka odeszła 26 października ubiegłego roku. – Dokładnie w Światowy Dzień Transplantacji. To bardzo symboliczna data. Data, która zmieniła nasze życie – mówi mama dziewczynki. Po jej śmierci Jadwiga Hermanowicz postanowiła walczyć o lepszą transplantologię wśród najmłodszych pacjentów. „Serce dla Anielki” to profil na Facebooku, za pośrednictwem którego można się z nią skontaktować i na którym można przeczytać o wszystkich zmianach prawnych zachodzących w Polsce w kwestii transplantologii, monitach do Ministerstwa Zdrowia i lekarzy z Krajowej Rady Transplantologii. Docelowo pani Jadwiga chce działać jako przedstawicielka fundacji „Serce dla Anielki”. – Dawcą serca dla małego dziecka może być tylko inne dziecko, a oprócz zgodności tkankowej ważny jest także rozmiar przeszczepionego organu. To dlatego ciężko chore dzieci nie mogą liczyć na dar życia od dorosłych – tłumaczy Jadwiga Hermanowicz. I podkreśla, że nie wszędzie sytuacja wygląda tak jak w Polsce.

Przykładem jest Hiszpania, która dba o pobieranie narządów do przeszczepu. Tam takich zabiegów przeprowadza się rocznie bardzo dużo, również wśród dzieci. W październiku na liście dzieci pilnie czekających na przeszczep serca razem z Anielką było kilkunastu małych pacjentów. – Wiele tych dzieci już nie żyje, choć moglibyśmy je uratować, gdybyśmy zmienili politykę i mentalność społeczną w sprawie przeszczepów – mówi Jadwiga Hermanowicz. Przekonuje, że aby ratować ludzkie życie, zmiany powinny zajść na kilku płaszczyznach. Jedną z nich jest przystąpienie Polski do Eurotransplantu, który ma umożliwić poszukiwanie dawców narządów w innych krajach, lub umowy międzynarodowe o wzajemności, dzięki którym nie tylko zwiększono by szansę na dopasowanie tkankowe, ale również nie zmarnowałby się żaden organ. – W Polsce każdego roku jest kilku pacjentów, u których odstępuje się od pobrania organów ze względu na brak zgodności tkankowej – mówi. – A jedno ciało może uratować nawet osiem żyć. Jest to więc ogromny margines do ratowania życia ludzkiego w wymiarze międzynarodowym. Gdybyśmy mieli umowy o wzajemności, inny kraj musiałby w określonym czasie świadczyć tę wzajemność, a to dawałoby szansę na życie wielu osób w naszym kraju – zarówno dzieci, jak i dorosłych. Kluczowym warunkiem jest jednak zwiększenie akceptacji dla pobierania narządów od zmarłych, w tym od zmarłych dzieci. Jadwiga Hermanowicz chce też, by rozmowy lekarzy o transplantacji były obowiązkowe: – Będę o to walczyć. Anielce to już nie wróci życia, ale może uratować innych.

Podkreśla także istotę badań profilaktycznych wykonywanych jeszcze w trakcie ciąży, a także zaraz po narodzinach dziecka. – Część chorób kardiologicznych, o czym praktycznie się nie mówi, ma podłoże dziedziczne, genetyczne – mówi. – Ich wcześniejsze wykrycie i leczenie może wpłynąć na dłuższe życie, w lepszym komforcie.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ