Edukacja domowa w czasach pandemii

Edukacja domowa w czasie pandemii koronawirusa to nie lada wyzwanie nie tylko dla dzieci, ale i dla rodziców.

Zdjęcia: Karolina Świątek

Grafika: Freepik

 

edukacja domowa

SKLEP

CAŁA PRAWDA O EDUKACJI DOMOWEJ W CZASACH PANDEMII

Edukacja domowa zaskoczyła wszystkich: szkoły, nauczycieli, aż wreszcie rodziców i dzieci. Nie zawsze jest pięknie i kolorowo jak w amerykańskim filmie. Przechodzimy czas edukacji domowej w kilku fazach. Pierwsza i druga już za nami, obecnie wkraczamy w trzecią, która może nas nauczyć więcej niż myślimy.

Pierwsza faza edukacji domowej to bezradność, a nawet strach. To sytuacja jeszcze nigdy wcześniej nam nie znana. Trzymałyśmy fason dla dobra dzieci, w końcu od naszego podejścia zależy ich cała obecna rzeczywistość.

Druga faza to złość na system i na świat, bo gdybyśmy chciały uczyć nasze dzieci same w domu, na pewno skorzystałybyśmy z edukacji domowej już wcześniej. Dzieci totalnie nie wiedzą co to nauka online, a z nowości technicznej, co najwyżej maja smartfona. Żaliłyśmy się nie raz, że cały obowiązek nauczania spadł teraz na nas. Przez internet przelała się fala hejtu na zacinający się program wprowadzony przez szkoły. Biadoliłyśmy na brak odpowiedniej liczby komputerów w domu. Aż wreszcie stawiałyśmy czoło zbuntowanym dzieciom, które wcale nas nie słuchały i nie miały ochotę na edukację domową z mamą.

 

TRZECIA FAZA EDUKACJI DOMOWEJ

 

Faza trzecia to akceptacja i przejście do poziomu dziennego z nauką w domu. Bo cóż innego mogłyśmy zrobić niż zakasać rękawy i działać w takich ramach, w jakich jest to możliwe. Niekiedy potrzebny był zakup nowego komputera czy tabletu, czasem oddawałyśmy własny, żeby tylko odpowiedzieć na wymagania szkoły. A to wszystko z uśmiechem na ustach, bo sprawnego reagowania w trudnych sytuacjach i optymistycznego podejścia chcemy nauczyć swoje dzieci.

I tylko jedno ciśnie nam się na usta – czy na prawdę ta cała edukacja domowa jest nam teraz potrzebna i czy na pewno nie ma innego wyjścia niż kontynuacja zajęć na siłę nawet z techniki czy plastyki online.

Rozmawiamy o edukacji domowej z: Agnieszką, specjalistą ds. PR i właścicielką firmy LIT PR, mamą 10-letniej Poli z Karoliną, fotografką, mamą 9-letniej Marceliny oraz z Bogną, Redaktor Naczelną magazynu MINT, mamą 11-letnich Matteo i Nicolasa.  Jesteśmy ciekawe jak one postrzegają tą nową szkolną rzeczywistość.

MINT: Co jest dla ciebie najtrudniejsze w edukacji domowej?

AGNIESZKA: Najtrudniejsze dla mnie jest chyba pogodzenie nauki dzieci z pracą zawodową. W związku z tym, że jesteśmy wszyscy w tej chwili w domu i nasze zajęcia mają miejsce w tym samym czasie, mam wrażenie, że nikt z nas – ani my rodzice, ani dzieci – nie do końca jesteśmy skupieni na swoich zadaniach. Pracując z domu i tak musimy wykonać drugą pracę – czyli pomóc dzieciom czy to przy komputerze, gdy „coś się wyłączyło”, czy to w pracy domowej. Podsumowując – jest to po prostu codzienna żonglerka pomiędzy obowiązkami domowymi, pracą zawodową, pilnowaniem, żeby dzieci włączyły się online na czas i pomocą w nauce.

KAROLINA: Myślę, że samą trudnością było przeorganizowanie całego dnia, a raczej życia. Ja z racji tego, że podczas kwarantanny nie mogę pracować jako fotograf i większość zaplanowanych sesji musiałam odwołać lub przesunąć w czasie, skupiłam się na domu i pomocy Marcelinie w szkolnych obowiązkach.

 

Sądziłam, że otrzymamy większe wsparcie od szkoły i z czasem dzieci rozpoczną zajęcia on-line.

 

Tak się nie stało i to rodzice musieli przejąć rolę nauczycieli. Najtrudniejsze jednak okazało się utrzymanie u mojej córki skupienia w ramach edukacji domowej oraz koncentracji na określonym zadaniu. Cały czas nad tym pracujemy. Nie jest to łatwe, bo jak wiemy dostęp do elektroniki bardzo rozprasza dzieci, ale w tym wypadku to właśnie urządzenia elektroniczne okazały się niezbędne w komunikacji ze szkołą, nauczycielami czy rówieśnikami.

BOGNA: Najtrudniejsze jest pogodzenie pracy z edukacją domową. Pracuję aktywnie i żeby utrzymać firmy nie mogę pozwolić sobie na przestój. Druga trudność, którą początkowo miałam to zachęcenie moich dzieci do nauki w domu. Buntowały się, pierwsze tygodnie były dla nich stresujące, martwili się o mieszkającego zagranicą dziadka. Zapędzenie ich do nauki było dla mnie katorgą.

MINT: Jak zorganizowałaś się z domowym nauczaniem? 

AGNIESZKA: Mamy rozpiskę na lodówce – które dziecko, o której godzinie ma jakie zajęcia. Każdy z nas, a przeważnie jest to ta sama godzina ? – „odpala” komputer i zanurza się w swoją wirtualną rzeczywistość.

KAROLINA: Przygotowałam ramowy plan na cały dzień z blokami poświęconymi na naukę, czas wolny oraz na inne obowiązki domowe. Ku mojej wielkiej radości Marcelina podeszła do tego pomysłu z wielkim entuzjazmem i od razu zaczęła pracować z planem. Edukacja domowa było też idealną okazją do tego aby Marcelina otrzymała swój własny laptop, który jak się okazało był niezbędny do domowej nauki. W ten sposób chcieliśmy jej pokazać, że samodzielna nauka ma też swoje plusy.

BOGNA: Już pierwszego dnia w domu rozpisałam nowy plan dnia. To nasza podpora, która trzyma nas ,,przy życiu” do dzisiaj. Rano szkoła, potem czas w ogródku, domowe obowiązki, posiłki, ale też codzienne ćwiczenia. Jestem mamą 11-letnich bliźniąt, piłkarzy, którzy trenują 4 razy w tygodniu. Wyobrażacie sobie te pokłady energii, które muszę spożytkować z nimi każdego dnia. W temacie nauki na szczęście w domu mamy jeden wolny laptop, więc chłopcy muszą radzić sobie z jednym. U nich w szkole odbywają się codzienne zajęcia online, są nawet kartkówki w postaci testów i liczne prace domowe. Dzisiaj już mogę powiedzieć, że dajemy radę, ale było ciężko.

edukacja domowa

Gdy życie daje Ci cytryny, zrób z nich lemoniadę.

Zapisz się na MINTowy newsletter i odbierz PREZENT - Motywator do utraty wagi

Dołącz do naszej mintowej społeczności i poczuj miętę do dobrej lektury! Nasz newsletter to gwarancja dobrych treści! Poznaj Mint - magazyn dla mam czyli lifestylowy poradnik dla mam.

MINT: Czy otrzymujesz od nauczycieli pomoc, którą potrzebujesz?

AGNIESZKA: Nie. Mam wrażenie, że część nauczycieli w naszej szkole w ogóle nie poradziła sobie z tą zmianą. Moja córka narzeka na to, że niektórzy nie prowadzą lekcji, tylko „są dostępni na czacie”. W praktyce oznacza to, że dzieci mają samodzielnie przerabiać jakieś tematy. Mam z tym duży problem bo uważam, że zupełnie inaczej wygląda lekcja i ma inną dynamikę, gdy dzieci widzą siebie i nauczyciela.

KAROLINA: Z nauczycielami mamy bardzo słaby kontakt, który ogranicza się do wysłania planu pracy, prezentacji i zadań, które dziecko ma zrobić we własnym zakresie. Brakuje mi indywidualnego podejścia, osobistego kontaktu i spersonalizowanej informacji zwrotnej do dziecka dotyczącej jego zaangażowania i efektów samodzielnej pracy.

BOGNA: Jesteśmy zdani na siebie. Chłopcy mają 3 godziny zajęć online dziennie, korzystają z systemu TEAMS. Narzekają, że wiele nauczycieli nie łączy się przez video, a na tym kontakcie wzrokowym najbardziej im zależy, żeby wróciła namiastka normalności. Niektóre lekcje są skracane, na innych rozmawiają o ,,pierdołach”. Dzieciom brakuje tablicy, rysunków, wyjaśnień – a przecież ogranicza nauczycieli tylko wyobraźnia. Wsparcia nie czuję, zresztą trudno o nie nawet w normalnych warunkach poza pandemią koronawirusa. Dzieci dostrzegają też plus sytuacji, nauczyciele sa spokojniejsi, nie krzyczą, doceniają starania uczniów udzielających się. Nicolas i Matteo nawet stwierdzili, że taka szkoła bardziej im się podoba. To też powinno dać rodzicom do myślenia.

MINT: Jak zareagowało Twoje dziecko na taką zmianę?

AGNIESZKA: Mam wrażenie, że Pola odetchnęła z ulgą, przynajmniej na początku. Teraz mówi, że chce iść do szkoły, ale chodzi oczywiście o kwestię spotkania z kolegami i koleżankami.

BOGNA: Chłopcy na początku mieli trudność ze zrozumienie, że to nie wakacje. Po fali ekscytacji wolnymi dniami, przyszła fala buntu na naukę w domu, na brak codziennych treningów czy odizolowanie od kolegów. Nie okłamujemy ich, oglądaja z nami wiadomości, sami wyszukuja informację.

Jestem przekonana, że dzieki temu otwartemu podejściu jest im łatwiej znieźć tą kwarantannę.

Dbam o ich zdrowie psychiczne, to nie czas na zakazy kontaktów przez media społecznościowe, czy brak telewizji. Staramy się urozmaicać im dni, uczyć nowych umiejętności, które wymusza na nasz pandemia. Chcę im pokazać, że gdy życie przynosi nam cytryny, trzeba z nich zrobić lemoniadę.

KAROLINA: Od samego początku bardzo świadomie rozmawialiśmy z Marcelinę o tym co się dzieje na świecie i stopniowo przygotowywaliśmy ją do scenariusza, który miał nadejść (mam tu na myśli edukację domową). Kiedy to się stało, nikt z nas nie brał pod uwagę totalnej izolacji od przyjaciół i rodziny czy od zwykłego codziennego życia. Z Marcysią zawsze mieliśmy bardzo bliskie relacje i wszystko robiliśmy razem – my uczestniczyliśmy w jej życiu, a ona w naszym. Myślę, że dzięki temu bez większych problemów przechodzimy kwarantannę. Oczywiście rodzice nie zastąpią dziecku relacji z rówieśnikami, dlatego z pomocą przychodzą media społecznościowe, które stały się teraz naszym „oknem na świat”. Radzimy sobie jednym słowem!

 

edukacja domowa

MINT: Jak wyglądają obecnie lekcje edukacji domowej w szkole Twojego dziecka?

KAROLINA: Niestety nasza szkoła nie prowadzi lekcji on line. Nie każde dziecko miało dostęp do komputera, a co za tym idzie równe szanse uczestniczenia w zajęciach. Dlatego w młodszych klasach dzieci otrzymują plan pracy na maila oraz przydatne linki do filmów edukacyjnych, prezentacje czy spis zadań do wykonania. Trzymamy się harmonogramu lektur do przeczytania, który Marcelinka dostała na początku roku szkolnego. Kilka dni temu pisała test z wiedzy o książce ,,Doktor Dolittle i jego zwierzęta”. Jest dużo prac plastycznych, które dziecko musi wykonać w ramach zadania. Na przykład namalować krajobraz wiosenny, namalować i nazwać drzewo, które rośnie przed domem czy też zrobić baranka wielkanocnego z masy solnej. Ostatnio Marcysia miała sama przygotować zdrową przekąskę dla całej rodziny, zrobić jej zdjęcie lub ją namalować i samodzielnie napisać składniki jakie były potrzebne do jej wykonania. Zdradzę tylko, że były to „Batatowe Chmurki” – pomysł na nazwę był Marcelinki, a inspirację czerpała z książki Master Chef Junior.

AGNIESZKA: Córka ma wejścia online raz, czy dwa razy dziennie z polskiego, matematyki i angielskiego. Reszta przedmiotów jest „zawieszona”.

Zdaniem mojej córki, „pani nie wie, jak włączyć się w Teams’y”. Jak widać, jest jeszcze wiele do zrobienia w tym temacie.

BOGNA: Matteo i Nicolas mają zajęcia codziennie w 3h blokach. Odbywają się wszystkie zajęcia z wyjątkiem w-fu oraz godziny wychowawczej. Większość nauczycieli próbuje łączyć się on line, ale bez video, nad czym dzieci ubolewają. Zajęcia idą swoim rytmem, zgodnie z planem nauczania klasy 5. Są prace domowe, kartkówi i prezentacje do przygotowania. Mamy trochę technicznych problemów. Z jednym komputerem nie zawsze jest łatwno, a nasz domowy system wifi nie daje rady przy takim obciążeniu. Podchodzimy do szkoły ze zdrowym rozsądkiem, ale i tak gdy dzieci nie widzą, zastanawiam się na głos z mężem o słuszności zajęć z techniki i naukę szycia. Myślę, że kwarantanna to dobra szkoła życia. Moja dwójka ma nowe domowe obowiązki tak, aby zajęcia szkolne połączyć z życiową praktyką, bo to największa wartość, którą wyniosą.

MINT: Czy coś szczególnego w eudkacji domowej cię zaskoszyło?

AGNIESZKA: Mam dobre przykłady z przedszkola mojego syna. Zajęcia są tam tak podzielone w ten sposób, że dzieci się uczą, ale też mają socjalizację online. Rozmawiają o tym, co u nich słychać, pokazują co robią w domu, poznają swoje zwierzęta domowe. Ma to więc taki społeczny walor, który jest bardzo sympatyczny. Na pewno to dzieci do siebie zbliża. Rozumiem, że w szkole, przy takim obciążeniu materiałem jest to trudno przeprowadzić, ale wciąż można by spróbować przeprowadzić chociażby godzinę wychowawczą, żeby dzieci ze sobą mogły porozmawiać. U mojej córki dzieci mogą odpowiadać na pytania nauczyciela, ale nie mogą rozmawiać na lekcji ze sobą. Jest to więc jednostronna komunikacja.

KAROLINA: Myślę, że dopiero teraz zdałam sobie sprawę ile materiału muszą przerobić dzieci w drugiej klasie. Poza tym wcześniej w ogólne nie wyobrażałam sobie nauczania zdalnego a sytuacja, w której się wszyscy znaleźliśmy postawiła nas przed faktem dokonanym.

Okazało się, że dajemy sobie z tym radę

– świadomie mówię w liczbie mnogiej ponieważ jesteśmy tak samo zaangażowani w naukę zdalną jak Marcelina. Jest to bardzo absorbujące, ale nie wyobrażam sobie aby cały ciężar tej sytuacji spadł tylko na dziecko. My jako rodzice przejęliśmy role nauczycieli. Myślę, że głębsza refleksja dotycząca nauczania zdalnego jeszcze przyjdzie…

BOGNA: To mimo całej tragiczności sytuacji, dobry czas na naukę życia. To budowanie osobowości dziecka poprzez pokazania mu dobrych wzorców. To jak my podchodzimy do edukacji domowej, uczy chłopców zachowań. Jasne, że moje oczekiwania względem szkoły były wyższe, ale żyję z tym co mam i wykonuję w domu kawał dobrej pracy. Przyznaję z dumą! I cieszę się, że mamy dla siebie czas, ten wspólny miesiąc w domu wzmocnił nas jako rodzinę jeszcze bardziej. Nie mam tylko jeszcze planu co będzie, jeśli dzieci do szkoły już nie wrócą w tym roku. Ale jak Scarlett O’hara pomyślę o tym jutro.

A jak Ty dajesz sobie radę z edukacją domową? Podziel się z nami swoimi przemyślenami.

Jeśli szukasz pomysłu na zabawy dla młodszych dzieci, zajrzyj do świeżego jak bułeczka artykułu o aktywnościach metodą Montessori – KLIKNIJ TU

podobne artykuły

magazyn dla mam

Zapisz się na newsletter

No.13 Mint | gazeta online dla mamy już jest!

Magazyn MINT to poradnik dla mam o charakterze lifestylowym. MINT to nie tylko portal, który codziennie dostarcza porcji inspiracji dla mamy i dziecka. To także drukowany kwartalnik stworzony dla chwili relaksu. Poczuj miętę do MINT.

Copyright MINT Project design SHABLON

Pin It on Pinterest

Udostępnij ten artykuł!

Podoba Ci się ten post? Podziel się z nim ze znajomymi i rodziną, udostępniając w wybranym medium.